wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013

7 komentarzy:
Rok 2013 mogę uznać za dobry. Wydarzyło się w nim wiele bardzo miłych i przyjemnych rzeczy, spełniło się kilka moich marzeń. Ale z drugiej strony czekało mnie również kilka niezbyt dobrych chwil, o których wolałabym zapomnieć. Wiadomo - nigdy nie będzie idealnie. Ale ja mam szczerą nadzieję, że rok 2014 okaże się jeszcze lepszy i miło go zapamiętam. Czeka mnie wiele ważnych wydarzeń i wyborów, ale ogólnie jestem do wszystkiego optymistycznie nastawiona :)
Jestem zadowolona ze wszystkich wyników. Zdecydowanie przebijają poprzedni rok. Zresztą, sami zobaczcie :)
  1. "Niewiarygodne. Pretty Little Liars" Sara Shepard (320 stron)
  2. "Zepsute. Pretty Little Liars" Sara Shepard (314 stron)
  3. "Miasto Szkła" Cassandra Clare (526 stron)
  4. "Siostry Pancerne i pies" Agnieszka Tyszka (144 strony) 
  5. "Igrzyska śmierci" Suzanne Collins (351 stron)
  6. "Dom nad morzem" Santa Montefiore (607 stron) 
  7. "Miasto Upadłych Aniołów" Cassandra Clare (436 stron)
  8. "Miasto Zagubionych Dusz" Cassandra Clare (550 stron)
  9. "Stary człowiek i morze" Ernest Hemingway (68 stron)
  10. "Poduszka w różowe słonie" Joanna M. Chmielewska (277 stron)
  11. "Najgorsza rzecz, jaką zrobiła" Alice Kuipers (227 stron)
  12. "Wszystkie dziewczyny kochają brylanty" Anna i Siergiej Litwinowie (338 stron)
  13. "Wybrani" C.J. Daugherty (435 stron)
  14. "Piękne istoty" Kami Garcia, Margaret Stohl (536 stron)
  15. "Agnes Grey" Anne Brontë (232 strony)
  16. "Obsydianowe serce cz. 1" Ju Honisch (452 strony)
  17. "Proroctwo sióstr" Michelle Zink (367 stron)
  18. "Skąpiec" Molier (106 stron)
  19. "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk (381 stron)
  20. "Ever" Alyson Noël (299 stron)
  21. "Niezgodna" Veronica Roth (351 stron)
  22. "Nigdy i na zawsze" Ann Brashares (352 strony)
  23. "Błękit Szafiru" Kerstin Gier (364 strony)
  24. "Karminowy szal" Joanna M. Chmielewska (228 stron)
  25. "Pierwszy grób po prawej" Darynda Jones (372 strony)
  26. "Unika. Płomień Życia" E.J. Allibis (448 stron)
  27. "Ciotki" Anna Drzewicka (152 strony)
  28. "Opium w rosole" Małgorzata Musierowicz (236 stron)
  29. "Klątwa tygrysa" Colleen Houck (360 stron)
  30. "Ostatnia piosenka" Nicholas Sparks (448 stron)
  31. "Single" Meredith Goldstein (238 stron)
  32. "Unika. Ostatnie wrota" E.J. Allibis (400 stron)
  33. "Droga do Różan" Bogna Ziembicka (416 stron)
  34. "Klątwa tygrysa. Wyzwanie" Colleen Houck (416 stron)
  35. "Sztuka uprawiania róż z kolcami" Margaret Dilloway (440 stron)
  36. "Zamek i klucz" Sarah Dessen (344 strony)
  37. "Drozdy. Dotyk przeznaczenia" Chuck Wendig (320 stron)
  38. "Klątwa tygrysa. Wyprawa" Colleen Houck (470 stron)
  39. "Drozdy. Posłaniec śmierci" Chuck Wendig (367 stron)
  40. "Klątwa tygrysa. Przeznaczenie" Colleen Houck (386 stron)
  41. "Zieleń Szmaragdu" Kerstin Gier (455 stron)
  42. "Winter" Asia Greenhorn (454 strony)
  43. "Bogini oceanu" P.C. Cast (408 stron)
  44. "Sebastian" Anne Bishop (400 stron)
  45. "W pierścieniu ognia" Suzanne Collins (360 stron)
  46. "Melancholia sukuba" Richelle Mead (334 strony)
  47. "Wyspa z mgły i kamienia" Magdalena Kawka (285 stron)
  48. "Podboje sukuba" Richelle Mead (315 stron)
  49. "Marzenia sukuba" Richelle Mead (299 stron)
  50. "Wampiry z Morganville. Księga 5: Miasto widmo" Rachel Caine (391 stron)
  51. "Namiętność sukuba" Richelle Mead (334 strony)
  52. "Zbuntowana" Veronica Roth (368 stron)
  53. "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" J.K. Rowling (328 stron)
  54. "Król Kruków" Maggie Stiefvater (490 stron)
  55. "Cienie sukuba" Richelle Mead (299 stron)
  56. "Piąta fala" Rick Yancey (508 stron)
  57. "Password" Mirjam Mous (328 stron)
  58. "Pretty Little Liars. Zabójcze" Sara Shepard (322 strony)
  59. "Śniąc na jawie" Gwen Hayes (320 stron)
  60. "Odkrycie sukuba" Richelle Mead (304 strony)
  61. "Wschodzący księżyc" Keri Arthur (440 stron)
  62. "Przez burze ognia" Veronica Rossi (362 strony)
  63. "Cień Nocy" Andrea Cremer (416 stron)
  64. "Upadli" Lauren Kate (464 strony)
  65. "Strażniczka Bramy" Michelle Zink (388 stron)
  66. "Mechaniczny anioł" Cassandra Clare (472 strony)
  67. "Magiczna tajemnica" Agnieszka Łaska (70 stron)
  68. "Mrówki w płonącym ognisku" Teresa Oleś-Owczarkowa (252 strony)
  69. "Dziedzictwo" C.J. Daugherty (398 stron)
  70. "Wiosna w Różanach" Bogna Ziembicka (370 stron)
  71. "Morza szept" Patricia Schröder (336 stron)
  72. "Oskar i pani Róża" Eric-Emmanuel Schmitt (88 stron)
  73. "World War Z" Max Brooks (544 strony)
  74. "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" Matthew Quick (316 stron) 
  75. "MISSja survival" Libba Bray (448 stron)
  76. "Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman (216 stron)
  77. "Krąg" Mats Strandberg, Sara Bergmark Elfgren (576 stron)
  78. "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem" Abigail Gibbs (560 stron)
  79. "Poczwarka" Dorota Terakowska (322 strony)
  80. "Cicha jak ostatnie tchnienie" Joe Alex (192 strony)
  81. "Dom tajemnic" Chris Columbus, Ned Vizzini (510 stron)
  82. "Zakochana w mroku" Franny Billingsley (404 strony)
  83. "Kroniki ciemności. Łowca demonów" Agnieszka Michalska (200 stron)
  84. "Villette" Charlotte Brontë (688 stron)
  85. "Łza" Lauren Kate (416 stron)
  86. "Kosogłos" Suzanne Collins (376 stron)
  87. "Udręka" Lauren Kate (480 stron)
"Udrękę" jeszcze doczytuję, ale myślę, że dzisiaj zdążę :) 87 książek to aż o 21 więcej niż w tamtym roku :)
Ilość przeczytanych stron: 32220
Ilość stron na dzień: ok. 88
Liczba wszystkich wpisów na bloga: 126 (!)

Najlepsze książki przeczytane w tym roku: Miasto Szkła, Igrzyska śmierci, Miasto Upadłych Aniołów, Miasto Zagubionych Dusz, Nigdy i na zawsze, Błękit Szafiru, Ostatnia piosenka, Klątwa tygrysa. Przeznaczenie, Zieleń Szmaragdu, W pierścieniu ognia, Harry Potter i Kamień Filozoficzny, Król Kruków, Piąta fala, Odkrycie sukuba, Mechaniczny anioł, Dziedzictwo, Niezbędnik obserwatorów gwiazd, Kosogłos.
Pogrubione to te najlepsze, czyli trylogia Igrzyska śmierci, którą na zawsze zapamiętam <3 W tym roku przeczytałam wszystkie trzy części, kilka dni temu skończyłam ostatnią, która mnie zszokowała. Niedługo recenzja.

Najgorsze książki: Unika. Ostatnie wrota, Winter, Magiczna tajemnica, World War Z, Zakochana w mroku.

Postanowienia na 2014 rok:
  1. Przeczytać co najmniej 88 książek.
  2. Kupić nową półkę na książki.
  3. Pokazać na blogu swoją domową biblioteczkę.
  4. Czytać książki ze swoich półek.
  5. Przeczytać "Grę o tron" i "Władcę Pierścieni"
  6. Iść na III Targi Książki w Białymstoku i kupić dużo książek.
  7. Rozwijać się dalej w kierunku pisania recenzji.
I to by było na tyle :) Życzę wszystkim SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU <3
I na koniec taki pozytywny obrazek na nowy rok :)

wtorek, 24 grudnia 2013

Wyniki konkursu

7 komentarzy:
Dzisiaj tylko szybko podam obiecane wyniki konkursu :) Zgłosiło się aż czterdzieści osób, z czego się bardzo cieszę. Mam nadzieję, że za jakiś czas znów będę mogła coś zorganizować.

Zwycięzcą jest:

BlackorWhite55

Gratuluję i proszę o podanie adresu do wysyłki (mail ode mnie już poszedł :)). [zwycięzca ma na to 7 dni]

Pozdrawiam i jeszcze raz życzę wesołych świąt!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Morza szept" Patricia Schröder

7 komentarzy:

Autor: Patricia Shröder
Tytuł: Morza szept
Tytuł oryginału: Meeresflüstern
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 336

Elodie nie może się pozbierać po śmierci ojca. Bez niego nie umie się odnaleźć w życiu, nie potrafi również uwierzyć, że już nigdy go nie zobaczy. Zdesperowana matka wysyła ją na pół roku do ciotki Grace, na Guernsey, aby tam córka pogodziła się ze stratą. Podróż na malowniczą wyspę wydaje się fantastyczną przygodą, jednak dziewczyna nie potrafi się z niej cieszyć. Od dzieciństwa boi się bowiem wody. Ledwo znosi kąpiel, a co dopiero powiedzieć o pływaniu w morzu. Nie czuje się komfortowo nawet w pobliżu zbiornika wodnego, odczuwa wtedy dziwaczne pieczenie lub swędzenie kostek. Pobyt na wyspie zapowiada się jednak ciekawie. Elodie poznaje Ruby, która staje się jej przyjaciółką, jej wielką miłość, Ashtona, oraz ich znajomych, w tym Cyrila, najprzystojniejszego chłopaka z paczki. Ten ostatni zaprasza ją na kolację już podczas pierwszego spotkania, co powoduje, że bohaterka zaczyna się nim bardziej interesować z każdym kolejnym wspólnym wyjściem. Sielankę na Guernsey przerywa śmierć pewnej dziewczyny. Została ona zamordowana, a okoliczności tego tragicznego zdarzenia są bardzo tajemnicze. Elodie zamierza sama odkryć sekrety wyspy i nieznajomych chłopaków, którzy niedawno pojawili się w mieście.
Patricia Schröder mieszka w Niemczech. Studiowała projektowanie tkanin i przez jakiś czas pracowała w zawodzie, lecz później całkowicie oddała się pisaniu. Po narodzinach dzieci przeprowadziła się nad morze, piękne widoki pobudziły jej wyobraźnię. Podróże na Wyspy Normandzkie zainspirowały ją do stworzenia trylogii o Elodie. Wkrótce stała się jedną z bardziej znanych autorek młodzieżowych.
Uwielbiam książki o przeróżnych morskich istotach. Syreny, trytony czy potwory żyjące w wodzie szalenie mnie interesują. Niestety, powieści o tej tematyce jest bardzo mało i nieczęsto mam okazję się z owymi zapoznać. Jednak wolę nieliczne, acz dobre lektury, niż całe masy powtarzających się tekstów. Wątek wodnych stworzeń jest wciąż świeży i pozostawia ogromne pole do popisu autorom. Po niesamowitej i intrygującej „Syrenie” jeszcze chętniej sięgam po powieści o tajemnicach, które kryją oceany. A jakie wrażenie wywarł na mnie „Morza szept”?
Tym, co mi się najbardziej nie spodobało i raziło podczas czytania, był styl autorki. Po pierwsze, w niektórych momentach pisała zbyt chaotycznie, nie umiałam odnaleźć się w sytuacji. Po drugie, często znajdywałam błędy stylistyczne, dość rażące, choć po części mogła to być wina korekty. Wydawało mi się, że pewne fragmenty nie zostały przez nikogo sprawdzone. Przez to niektóre zdania nie miały sensu i ciężko było w takich chwilach skupić się na czytaniu. Przykład (jeden z wielu): „Podążając za innym impulsem, weszłam krok na balkon i opuściłam dłonie na balustradę” (s. 218). Czasem także dialogi, uwagi czy komentarze wydawały mi się wymuszone i infantylne, płytkie. Nie wnosiły nic nowego i miałam wrażenie, że Patricia Schröder wstawiła je po to, aby przedłużyły powieść.
Bohaterowie specjalnie nie zapadli w mojej pamięci. Elodie była mi po prostu obojętna. Nie wywołała u mnie żadnych uczuć, dosłownie nic. Ani negatywnych emocji, ani pozytywnych. Podczas lektury lubię zżyć się z postaciami, a w tej książce nie miałam takich możliwości. Ruby okazała się sympatyczną osobą, lecz po jakimś czasie jej obraz zaczął mi się zamazywać. Dodatkowo, dziwne wydawało mi się to, że już po kilku dniach znajomości dziewczęta stały się najlepszymi przyjaciółkami. Gordian na początku przypadł mi do gustu, lubię tajemniczych chłopaków w powieściach, ale im więcej sekretów odkrywał, tym mniej mnie ciekawił, aż w końcu stał się nijaki.
„Morza szept” wciąga. Kiedy już się zacznie czytać tę książkę, nie można się od niej oderwać. Historia intrygowała mnie i chciałam się dowiedzieć, jakie sekrety skrywa wyspa i niektórzy mieszkańcy. Nie mogłam się doczekać, kiedy je odkryję. Szkoda, że zakończenie było nużące, nieco zawiodłam się na rozwiązaniach tajemnic, domyśliłam się ich.
Istoty opisane przez autorkę bardzo mi się spodobały. Po raz pierwszy miałam styczność z takimi gatunkami jak niksy, przez co czułam się mile zaskoczona. Dzięki powieści poznałam stworzenia z mitologii germańskiej, o której do tej pory niezbyt dużo wiedziałam.
Książka pięknie prezentuje się na półce. Okładka jest zjawiskowa i przyciąga wzrok, dodatkowo świetnie pasuje do treści i ma swój klimat. Do tekstu wewnątrz lektury została użyta czcionka, która nie męczy wzroku. Nieco przeszkadzały mi jednak fragmenty pisane kursywą, czytało się je ciężej niż inne.
„Morza szept” to powieść, jakiej oczekiwałam. Co prawda miałam skrytą nadzieję, że książka okaże się perełką, ale i tak się nie zawiodłam. Wspaniale można się przy niej odprężyć i powrócić do wakacji, które, niestety, zbyt szybko minęły. Jest to świetny przerywnik od nauki czy pracy. Serdecznie polecam młodzieży, ponieważ do tej grupy najlepiej przemówi omawiana pozycja.
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję portalowi Efantastyka.pl
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ
***
Kochani,
życzę Wam spokojnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia, abyście wypoczęli w te wolne dni i nie musieli się niczym martwić, spełnienia marzeń, wielu sukcesów, duuużo dobrych książek, a przede wszystkim zdrowia i szczęścia :) I oczywiście szczęśliwego Nowego Roku, miejmy nadzieję, że będzie on naprawdę dobrym rokiem ^^

sobota, 21 grudnia 2013

"World War Z" Max Brooks

11 komentarzy:

Autor: Max Brooks
Tytuł: World War Z
Tytuł oryginału: World War Z
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Miejsce i rok wydania: Poznań 2013
Liczba stron: 544

W Chinach pojawia się pacjent „zero”. Jest on zarażony dziwaczną i przerażającą chorobą, która sprawia, że po śmierci ciało się reanimuje i staje się potworem żądnym ludzkiego mięsa. Poprzez ugryzienie innego człowieka zaraża go tym „wirusem”. Wkrótce coraz więcej ludzi z całego świata zaczyna przemieniać się w krwiożercze zombie, a władze wielu państw ukrywają ten problem przed obywatelami lub go ignorują. Jednak już po kilku miesiącach sprawa dotyczy całego świata. Choroba zawładnęła ludzkością, każdy broni się, jak może, lecz wygląda na to, że z zombie nie da się wygrać. Czy to oznacza koniec świata? Jak mogło do tego dojść? Skąd wzięła się choroba? „World War Z” odpowie Wam na te pytania.
Max Brooks to amerykański pisarz, aktor i autor scenariuszy. Specjalizuje się w gatunku science fiction. W 2003 roku wydał przewodnik „Zombie Survival” opowiadający o tym, jak obronić się przed żywymi trupami. Podobny temat poruszył w „World War Z” wydanej w 2006 roku – w Polsce niedawno wznowiono książkę z nową okładką. Brooks jest synem reżysera i producenta. Sam występował w wielu serialach i brał udział w współtworzeniu filmów animowanych.
Sama nie wiem, czemu sięgnęłam po tę powieść. Może dlatego, że ostatnio sporo o niej słyszałam, ponieważ do kin wszedł film? W każdym razie książka mnie ciekawiła i zbierała dużo, naprawdę dużo pozytywnych opinii. A ja nigdy nie czytałam nic o zombie. Po prostu ten temat mnie zbytnio nie interesował, do niedawna wręcz odpychał i nie czułam potrzeby zapoznania się bliżej z tymi potworami. Jednak postanowiłam dać szansę „World War Z” i przekonać się, co Max Brooks stworzył i co tak zachwyciło innych. Niestety nie dowiedziałam się tego i nie potrafię zrozumieć fenomenu powieści. Gdyby nie to, że ostatnio pojawiło się kilka nowych książek o zombie, które również mnie interesują, nigdy więcej nie sięgnęłabym po tego typu literaturę.
Wypożyczając lekturę z biblioteki, nie wiedziałam jeszcze, w jakiej formie jest ona napisana. Dopiero później, kiedy do niej zajrzałam, zaskoczył mnie fakt, że całość to zbiór wielu wywiadów jednego bohatera z mnóstwem innych postaci z przeróżnych miejsc na Ziemi. Zostały one dobrze przeprowadzone i wydawały się niesamowicie realne. Chwilami zastanawiałam się, czy to oby na pewno zmyślona historia. Wyglądały one niczym z najlepszych reportaży i gazet. Podziwiam autora również za to, że stworzył tylu oryginalnych bohaterów. Każda z osób opowiadających historię była inna, miała swoją przeszłość, cechy charakteru, które dobrze było widać podczas czytania. Nie wiem, czy ja bym umiała wczuć się w tyle postaci.
Niestety książka nie przeraziła mnie tak, jak powinna, nie zmroziła mi krwi w żyłach. Przeszkadzała w tym właśnie forma wywiadów – wydarzenia nie zostały dokładnie opowiedziane. Nie wzbudzały we mnie prawie żadnych emocji, może z zaledwie kilkoma wyjątkami. Do tej pory pamiętam historię niewidomego ogrodnika – ona najbardziej zapadła mi w pamięć i nawet wzruszyła.
Irytujący okazał się także fakt, że powieść nie jest jedną spójną historią, tylko dziesiątkami (setkami?) różnych, które łączy jeden motyw – wojna zombie. Za każdym razem inne miejsce akcji, inni bohaterowie, inne wydarzenie. Co prawda, każdemu Brooks poświęcił odpowiednią ilość stron, ale to nie jest wystarczająco dużo – to tylko streszczenie sytuacji, pominięcie szczegółów.
Podczas czytania okropnie się nudziłam. Często miałam dość lektury, chciałam ją jak najszybciej skończyć. A zajęła mi prawie dwa tygodnie. Nie miałam siły do niej wracać, ale mimo wszystko dawałam jej wiele szans. Miałam nadzieję, że może później będzie lepiej.
Podsumowując, bestseller „Wold War Z” nie podobał mi się. Znalazłam w nim kilka pozytywnych aspektów, ale to za mało jak na moje oczekiwania. Po powieści tego autora już raczej nie sięgnę, ale po literaturę z motywem zombie chętnie. Może inna książka bardziej przypadnie mi do gustu? Mam szczerą nadzieję, że tak. „World War Z” ze swojej strony nie polecam, choć możliwe, że innym może się spodobać.
Moja ocena: 3/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 8 grudnia 2013

Film: W pierścieniu ognia - Francis Lawrence

14 komentarzy:
Tytuł: Igrzyska śmierci. W pierścieniu ognia
Reżyseria: Francis Lawrence
Produkcja: USA
Premiera światowa: 11 listopada 2013
Czas trwania: 2 godz. 26 min.
Gatunek: akcja, science-fiction


Katniss Everdeen i Peeta Mellark po wygraniu siedemdziesiątych czwartych Głodowych Igrzysk odbywają Tournée Zwycięzców. Odwiedzają każdy z dwunastu Dystryktów, wygłaszają przemowy, udzielają wywiadów, a na koniec udają się na przyjęcie do pałacu prezydenckiego. Każde z wystąpień budzi w dziewczynie przerażenie, ponieważ obywatele Panem uważają ich wybryk na arenie za początek buntu i rewolucji. Budzą się w nich nadzieje na obalenie Kapitolu i władz. Ich uwagę odwraca trzecie Ćwiećwiecze Poskromienia - jubileuszowe 75. Głodowe Igrzyska, na których panują specjalne zasady. W tym roku trybuci zostaną wylosowani z puli dotychczasowych zwycięzców. Co oznacza, że Katniss powraca na arenę...
Na wakacjach przeczytałam drugą część "Igrzysk śmierci" - "W pierścieniu ognia". Powieść mnie zachwyciła i długo nie mogłam przestać o niej myśleć. Ekranizacja pierwszego tomu nie zachwyciła mnie, choć film podobał mi się. Liczyłam na więcej. Jednak do drugiej części byłam nastawiona bardzo entuzjastycznie, przeczuwałam, że to będzie coś innego, zważywszy na to, iż filmem zajął się nowy reżyser. Im bliżej daty, kiedy miałam iść do kina, tym bardziej byłam podekscytowana. I w końcu nadszedł upragniony dzień. Żałuję, że już przeminął.
Wszystko zostało przedstawione dokładnie tak, jak sobie wyobrażałam, czytając książkę. Finnick, Johanna, arena, biczowanie Gale'a, arena, zakończenie, arena, wywiady dzień przed Igrzyskami i jeszcze raz ARENA! Byłam w ogromnym szoku, kiedy to wszystko zobaczyłam. Okazało się to tak realne, że film zapisał się u mnie we wspomnieniach, jakbym sama uczestniczyła w wydarzeniach, walczyła razem z Katniss i Peetą.
Ekranizacja była bardzo zgodna z książką, co się nieczęsto zdarza. Wszystkie najważniejsze sceny znalazły się w filmie i doskonale je przedstawiono. Jednak jednej rzeczy mi zabrakło, a bardzo chciałam ją zobaczyć. A mianowicie zegarka Heavensbee'ego. To mały element, ale dla mnie ważny. Mimo wszystko rozumiem, że nie dało się wszystkiego umieścić, film i tak trwał dość długo (choć dla mnie mógłby być dłuższy!).
Wiele razy bardzo się wzruszyłam. Smutne było wystąpienie Katniss i Peety w Jedenastym Dystrykcie. Kiedy pokazano twarz Rue i jej rodzinę, niemal się rozpłakałam. A kiedy zabijano tego staruszka, cała się trzęsłam z przerażenia. Co z tego, że znałam tę scenę ze zwiastunów. Najbardziej wzruszył mnie moment, kiedy podczas wywiadów wszyscy zwycięzcy trzymali się za ręce, pokazali, że są razem. Przepiękna chwila. Wtedy łzy stanęły mi w oczach i pewnie gdybym była sama, zaczęłabym płakać.
Aktorzy mistrzowsko odegrali swoje role. Nawet lepiej, niż w poprzedniej części. Jennifer Lawrence jest bezbłędna i dla mnie ona ma w sobie Katniss. Po prostu nią jest i koniec. Czuję, że odniesie jeszcze wiele sukcesów, a ja chętnie obejrzę ją w każdym filmie. Już się nie mogę doczekać "Poradnika pozytywnego myślenia", za który dostała Oscara. Josh Hucherson również wspaniale sobie poradził jako Peeta. W pierwszej części średnio mi pasował do tej roli, jednak teraz uważam, że jest idealny. I w tej ekranizacji wyglądał przystojniej. A Liamowi Hemsworth'owi również niczego nie brakuje. Doskonały Gale. Świetnie się wczuł w swoją rolę.
 Ścieżka dźwiękowa bardzo przypadła mi do gustu. Pasuje do ekranizacji i oddaje jej klimat. Najbardziej zapadła mi w pamięci piosenka "Atlas" Coldplay z napisów końcowych. Jak ja uwielbiam muzykę filmową! Dzięki niej mogę wspominać cudowne chwile.
"W pierścieniu ognia" mogę określić jako najlepszy film tego roku - dla mnie. Idealnie odzwierciedlił rewelacyjną książkę. Nie potrafię znaleźć w nim wad. To genialna ekranizacja. Do tej pory silnie przeżywam te wszystkie emocje towarzyszące oglądaniu. Czuję, jakbym sama brała udział w Głodowych Igrzyskach. I chcę jeszcze. Nie mogę się doczekać "Kosogłosa", który został podzielony na dwie części, co mnie bardzo cieszy. Nie będę musiała się tak szybko rozstawać z Katniss.
Moja ocena: 10/10

sobota, 7 grudnia 2013

"Dom tajemnic" Chris Columbus, Ned Vizzni

5 komentarzy:

Autor: Chris Columbus, Ned Vizzini
Tytuł: Dom tajemnic
Tytuł oryginału: House of Secrets
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Miejsce i rok wydania: Kraków 2013
Liczba stron: 510

Kordelia, Brendan i Eleanor przeprowadzają się wraz z rodzicami do nowego domu. Wszystko w nim jest bardzo dziwne – drogocenne meble wyglądające, jakby ktoś wyniósł je z muzeum, przerażająca rzeźba na zewnątrz, a także jego była właścicielka – Dalia Kristoff, córka Denvera Kristoffa, pisarza. Ta staruszka pierwszego wieczora przerywa ich rodzinny wieczór i z furią wpada do domu. Niszczy w nim wszystko, zamienia budynek w ruderę i porywa rodziców. Za to rodzeństwo wysyła do niebezpiecznego świata i powierza im dziwaczną misję. Czy uda im się powrócić do swojego dawnego życia? Gdzie się tak naprawdę znaleźli? Jaką rolę odgrywają w tej historii?
Chris Columbus to amerykański reżyser, producent i scenarzysta. Jest znany z takich filmów jak „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” (jak i druga część), „Kevin sam w domu” czy „Percy Jackson i bogowie olimpijscy: Złodziej pioruna”. „Dom tajemnic” jest jego debiutem literackim. Ned Vizzini to amerykański autor powieści dla młodzieży, do tej pory nieznany w Polsce. Książka napisana z Chrisem jest jego pierwszą przetłumaczoną na nasz język.
„Dom tajemnic” bardzo mnie intrygował, od kiedy ujrzałam go w zapowiedziach. Przyznam, że w dużej mierze zachęcił mnie fakt, iż został napisany przez reżysera „Harry’ego Pottera” i polecony przez samą J.K. Rowling. Wiem, że zazwyczaj są to beznadziejne chwyty reklamowe, ale pomyślałam, że Rowling nie poleci gniota. Dlatego podchodziłam do książki z dużym entuzjazmem i liczyłam na coś naprawdę dobrego. Czy się nie zawiodłam?
Bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Każde z rodzeństwa zdążyłam dobrze poznać i polubić. Najbliższa z nich była mi Kordelia, jak tylko została przedstawiona, pomyślałam, że jest moją wierną kopią. Dopiero później dostrzegłam różnice między mną a nią, im więcej jej cech poznawałam. Ja często dokonałabym innych wyborów i inaczej bym się zachowała. Will, który pojawił się dopiero w magicznym świecie, również okazał się ciekawą postacią. Na początku nie mogłam do niego przywyknąć, nieco mnie irytował, ale później darzyłam go coraz większą sympatią.
Bardzo spodobał mi się świat wykreowany przez autorów. Mieli naprawdę ciekawy koncept i wykorzystali go najlepiej, jak mogli. W powieści wiele się dzieje i często następują nieoczekiwane zwroty akcji, dlatego czyta się ją jednym tchem. Bardzo wciąga.
Columbus i Vizzini świetnie się zgrali, pisząc „Dom tajemnic”, a warto zauważyć, że komunikowali się tylko przez maile. Kiedy czytałam, miałam wrażenie, że książkę pisała jedna osoba. Nie widać różnic stylów, nie ma chaosu i wszystko jest napisane zrozumiałym językiem.
Warto również wspomnieć o wspaniałym wydaniu lektury. Oprawa jest twarda i ma jeszcze dodatkowo papierową okładkę, na której tytuł jest pięknie wyróżniony – litery są wypukłe i lśnią pod promieniami światła. Książka cudownie prezentuje się na półce, wręcz wyróżnia się na niej, oczywiście w pozytywnym sensie. A w środku od czasu do czasu pojawiają się rysunki.
„Dom tajemnic” to powieść skierowana głównie do młodszej młodzieży. Osoby starsze szukające świetnej przygody, mrożącej krew w żyłach, mogą się zawieść, ponieważ „Dom tajemnic” może je po prostu znudzić. Za to dwunasto-, trzynastolatki będą się przy niej świetnie bawić.
Książka Columbusa i Vizzini’ego nie rozczarowała mnie pod żadnym względem. Bardzo przyjemnie się ją czytało i zdążyłam się już zaprzyjaźnić z bohaterami. Będę szczera, kiedy napiszę, że nie mogę się doczekać drugiej części. „Dom tajemnic” polecam szczególnie młodszym osobom, choć nie twierdzę, że starszym nie przypadnie do gustu. Może to być również doskonały prezent na święta.
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon

piątek, 6 grudnia 2013

Świąteczny konkurs

42 komentarze:
Regulamin:
1. Organizatorką jestem ja, April, właścicielka bloga http://decode-books.blogspot.com/.
2. Książka będąca nagrodą w konkursie pochodzi z mojej własnej biblioteczki.
3. Nagrodą jest powieść Neila Gaimana "Ocean na końcu drogi".
4. Konkurs trwa od 6 do 23 grudnia do godziny 23:59. Wyniki zostaną ogłoszone następnego dnia.
5. Nie wysyłam paczki poza teren Polski.
6. W konkursie może wziąć udział każdy - ten, kto ma bloga, jak i ten, kto go nie posiada.
7. Zgłoszenie powinno zawierać:
a) Wyrażenie chęci wzięcia udziału w konkursie (np. zgłaszam się)
b) Adres e-mail
c) Nick, pod którym obserwuje się bloga
d) Adres bloga, na którym widnieje baner konkursowy
e) Osoby anonimowe proszę o podanie imienia/nicku
8. Jako że nie musicie się wysilać, tym razem mam taki kaprys, aby każdy uczestnik był obserwatorem bloga oraz polubił fanpejdża. Wyjątkiem są osoby, które nie posiadają konta Google lub Facebooka.
9. Jeżeli nie zgłosi się przynajmniej 20 osób, nie przeprowadzę konkursu.

Mam nadzieję, że nagroda jest dla was zachęcająca i że będziecie zgłaszać się licznie :)
Życzę wszystkim powodzenia :)

czwartek, 5 grudnia 2013

Ekranizacje książek w 2014 roku

12 komentarzy:
W grudniu nie ma sensu pokazywać zapowiedzi książek, ponieważ prawie ich nie ma. Prawie wszystkie najbliższe nowości zostaną wydane dopiero w styczniu. Dlatego, tak jak w tamtym roku, w ostatnim miesiącu chcę przedstawić Wam zbliżające się ekranizacje powieści. Niektórych nie mogę się doczekać, a do innych podchodzę sceptycznie.

"Akademia wampirów"
14 lutego

W szkole imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi – moroje – uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce – dampiry – szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?

Przeczytałam wszystkie książki z serii i już od pierwszej części je pokochałam. Kiedy się dowiedziałam, że ma być ekranizacja, zaczęłam skakać po całym domu i krzyczeć z radości. Mój entuzjazm opadł, kiedy obejrzałam pierwszy zwiastun. Przeczuwam, że to będzie totalny niewypał. Ale i tak obejrzę :)


"Niezgodna"
21 marca

W dystopijnym Chicago nastoletnia Beatrice Prior, próbuje zmierzyć się z problemami jakie stawia przed nią społeczeństwo, które dzieli ludzi na podstawie cech charakteru - Prawość (szczerość), Altruizm (bezinteresowność), Nieustraszoność (odwagę), Serdeczność (pokojowe nastawienie) i Erudycja (inteligencję). Występuje ona ze swojej frakcji i dołącza do konkurencyjnej grupy, gdzie zakochuje się w pewnym tajemniczym mężczyźnie.

Książka bardzo mi się podobała, choć do filmu nie podchodziłam entuzjastycznie. Zwiastun nie wzbudził we mnie zbyt wielu emocji, ani mnie nie zachwycił, ani zraził. Mam nadzieję, że ekranizacja będzie choć w połowie tak dobra, jak książka ;)


"Gwiazd naszych wina"
?czerwiec?

Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.
Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.

Książki jeszcze nie czytałam, ale wszyscy tak ją zachwalają, że muszę niedługo to nadrobić. Tym bardziej, że mam ją już na półce ^_^ Nie ma jeszcze zwiastunów, ale mam nadzieję, że ekranizacja również będzie dobra.


"Kosogłos" cz.1
20 listopada

Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą.
Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi.

Tego tomu jeszcze nie czytałam i boję się to zrobić. Nie chcę tak szybko rozstawać się z Katniss <3 Ale film "W pierścieniu ognia" był fenomenalny (już niedługo recenzja), więc umieram z niecierpliwości, chcę przeczytać i obejrzeć trzecią część! Jak dobrze, że ekranizacja będzie podzielona na dwie części :)

"Miasto Popiołów"
???

Clary Fray chciałaby, żeby jej życie znowu stało się normalne. Ale czy cokolwiek może takie być, skoro dziewczyna jest Nocnym Łowcą, zabijającym demony, jej matka została magicznie wprowadzona w stan śpiączki, a ona sama nagle zaczyna widzieć mieszkańców Podziemnego Świata – wilkołaki, wampiry, wróżki…

Jak pewnie wszyscy wiedzą, z kontynuacją filmu było dużo zamieszania, ale w końcu postanowiono się zmobilizować i chcą nakręcić "Miasto Popiołów" w następnym roku. Mam nadzieję, że uda im się to jak najszybciej :) 

Na które filmy Wy najbardziej czekacie? :) A może są jeszcze jakieś, o których zapomniałam? Jeśli tak, przypomnijcie ;)
Pozdrawiam!

sobota, 30 listopada 2013

Podsumowanie listopada

9 komentarzy:
Tym razem szybkie podsumowanie, ponieważ nie mam za bardzo czasu na rozpisywanie się. Ten miesiąc zaliczam do udanych, a nawet bardzo. Piękna liczba książek, bo siedem (ostatnią jeszcze doczytuję, ale już kończę) :).
Oto one:
  1. "MISSja survival" Libba Bray (448 stron)
  2. "Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman (216 stron)
  3. "Krąg" Mats Strandberg, Sra Bergmark Elfgren (576 stron)
  4. "Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem" Abigail Gibbs (560 stron)
  5. "Poczwarka" Dorota Terakowska (322 strony)
  6. "Cicha jak ostatnie tchnienie" Joe Alex (192 strony)
  7. "Dom tajemnic" Chris Columbus, Ned Vizzini (510 stron) 
Jest tu sporo lektur o dość dużej liczbie stron, a takie najbardziej lubię :) Im dłuższa książka, tym lepsza, prawda? Więc tym razem nie mam na co narzekać.
Liczba stron: 2824 (w porównaniu do poprzednich miesięcy: o ponad 1000 stron więcej!)
Liczba stron na dzień: ok. 94
Średnia ocen przeczytanych powieści: 6,8 (nie licząc Domu tajemnic, jeszcze nie przeczytałam)
Liczba opublikowanych recenzji książek:7
Liczba opublikowanych recenzji filmów: 0
Liczba wszystkich wpisów na bloga: 10
Najlepsze książki to: Poczwarka (bardzo wzruszająca), MISSja survival, Krąg, Mroczna bohaterka. Najgorszej nie było.
Nawet się nie spodziewałam, że ten miesiąc wypadnie tak pozytywnie! :) Jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że grudzień też okaże się dobrym, a przede wszystkim szczęśliwym miesiącem :) Mam w planach przeczytać książkę od koleżanki, którą trzymam już od końca wakacji xD Może jeszcze coś z półki i to, co przyjdzie od wydawnictw :) Zastanawiam się także, czy nie zorganizować teraz jakiegoś szybkiego świątecznego konkursu. Chcielibyście? Nie męczyłabym Was, zrobiłabym losowanie ;)
Pozdrawiam!

piątek, 29 listopada 2013

"Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem" Abigail Gibbs

8 komentarzy:

Autor: Abigail Gibbs
Tytuł: Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem
Tytuł oryginału: The Dark Heroine: Dinner with a Vampire
Wydawnictwo: Muza
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 560

Życie Violet Lee diametralnie się zmienia odkąd stała się świadkiem przerażającego wydarzenia mającego miejsce na Trafalgar Square. Nie dość, że na własne oczy widziała okropne morderstwo trzydziestu osób, została jeszcze porwana przez sprawców, którzy wydają się być psychopatami… Dziewczyna trafia do wielkiego dworu, z którego nie ma ucieczki i poznaje mroczny świat, o jakim do tej pory nie śniła. Jest na łasce i niełasce tamtejszego księcia, aroganckiego i zabójczo przystojnego Kaspara. Konflikt między nimi pojawia się już pierwszego dnia spotkania. Ich oboje coś do siebie ciągnie, tylko nie potrafią się do tego przyznać. Co spotka Violet w magicznym świecie? Czy komuś uda się ją uratować?
Abigail Gibbs, mając piętnaście lat, zaczęła publikować w Internecie swoją powieść. Zachwyciła nią wielu czytelników i po kilku latach zdecydowała się wydać ją w formie papierowej książki. „Mroczna bohaterka” podbiła serca Brytyjczyków, Amerykanów, a może niedługo też Polaków? Kto wie. Obecnie Abi studiuje literaturę na Oxfordzie. Nie można również zapomnieć, że boi się krwi i jest wegetarianką, tak jak jej bohaterka, przez co można sądzić, że Violet ma w sobie choć małą cząsteczkę autorki.
Już dawno przeminęła moda na wampiry. Od czasu, kiedy „Zmierzch” stał się światowym bestsellerem, na półkach księgarni pojawiały się coraz to nowsze tytuły przedstawiające krwiopijców od różnych stron. Jedne lepsze, inne gorsze. Jednak z czasem autorom coraz trudniej wymyślić coś nowego, oryginalnego i niemal każda książka była taka sama. Czytelników po jakimś czasie zaczęło to nudzić i wątki wampirów zaczęły zanikać. Ostatnio w zapowiedziach pojawiła się nowa lektura – „Kolacja z wampirem”. Opis mnie do niej nie przekonał i nigdy bym jej nie przeczytała, gdyby nie tyle pozytywnych recenzji. A okazuje się, że miałabym czego żałować.
Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Można by było coś jeszcze gdzieniegdzie poprawić, ale jak na debiut literacki Gibbs wykazała się niemałymi umiejętnościami. Violet szybko zyskała moją sympatię. Była odważną i pyskatą dziewczyną, nie dawała sobą pomiatać, choć często miała przez to problemy. Nieraz mnie rozbawiła. W niektórych momentach jej zachowanie mnie irytowało, ale zdarzało się to rzadko. Kaspara również lubiłam. Czułam, że za tą arogancją i sarkazmem skryte jest coś więcej i wolałam go o wiele bardziej niż Fabiana, który również startował do Violet. Ten drugi wydawał mi się bez charakteru, nijaki, nieciekawy…
Bardzo zaintrygował mnie wątek Mrocznych Bohaterek. To powiew nowości wśród natłoku powieści fantastycznych. Kiedy tylko została przedstawiona legenda o tych dziewczętach, wiedziałam, że będzie to jedna z najlepszych stron książki. Co prawda ta historia nie została jeszcze w pełni rozwinięta, ale uważam, że druga część nie zawiedzie mnie pod tym względem.
W Abigail Gibbs widzę duży potencjał. Młoda autorka ma szansę zabłysnąć i z niecierpliwością będę oczekiwała jej kolejnych dzieł. Bardzo spodobał mi się jej styl. W powieści nie brakowało bogatych opisów, które pobudzały moją wyobraźnię, lecz nie zanudzały i nie spowalniały akcji.
Tym, co najbardziej mnie rozczarowało w „Mrocznej bohaterce. Kolacji z wampirem”, był fakt, że na koniec autorka chaotycznie wyjaśniła niektóre wątki. Zbyt szybko chciała wytłumaczyć czytelnikowi pewne kwestie i zaniedbała to. Wcześniej wszystko było dla mnie jasne, a to poplątanie na koniec okazało się niczym cios w twarz.
Podsumowując, uważam, że „Kolacja z wampirem” to bardzo dobra książka, jaką szybko i przyjemnie się czyta. Można by było ją jeszcze trochę dopracować, ale jak na debiut, moim zdaniem Abigail Gibbs poradziła sobie świetnie. To wampiry w nowej odsłonie i jeżeli jeszcze ktoś ma na nie ochotę, zapraszam do lektury. Ja już się nie mogę doczekać „Jesiennej Róży”, która ma się ukazać w następnym roku.
Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Business & Culture

sobota, 23 listopada 2013

"Ocean na końcu drogi" Neil Gaiman

10 komentarzy:

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Ocean na końcu drogi
Tytuł oryginału: The Ocean At the End of the Lane
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2013
Liczba stron: 216

Pewien mężczyzna jedzie spotkać się z rodziną, z bliskimi sobie osobami oraz z tymi, o których istnieniu nie wiedział i które to będą się wypytywały o jego życie osobiste. Pod wpływem impulsu kieruje się do miejsca, które przez parę lat swojego dziecięcego życia nazywał domem. Powraca na farmę Hempstocków, gdzie mieszkała wraz z mamą i babcią jego jedyna przyjaciółka. Kobiety z jej rodziny okazały się nieco osobliwe. Lettie, najmłodsza z nich, twierdziła, że jej staw to ocean. Właśnie nad tym oceanem zasiada narrator i przypomina sobie wszystko, co się wówczas wydarzyło. A wszystko zaczęło się od samobójstwa mężczyzny, który wynajmował u nich pokój…
Neil Gaiman to znany angielski pisarz specjalizujący się w literaturze fantastyczny. Swoimi utworami przesiąkającymi magią i tajemnicą zauroczył sporą grupę czytelników. Jego powieści były wielokrotnie nagradzane, a część z nich została także zekranizowana. Gaiman jest również scenarzystą i redaktorem. W ramach ciekawostek może wspomnieć o tym, że zawsze chodzi ubrany na czarno, jest miłośnikiem kotów i inspiruje go Szekspir.
Do Gaimana zazwyczaj było mi nie po drodze. Kilka lat temu czytałam „Koralinę”, ale już niewiele z niej pamiętam. Wiem tylko, że przypadła mi do gustu, ale miałam wtedy może dziesięć lat, a mój gust czytelniczy od tamtego czasu bardzo się zmienił. Zawsze kiedy wychodzi jakaś jego powieść, myślę sobie, że ją przeczytam. I na tym kończą się moje postanowienia. Niedawno jednak zechciałam ponownie spotkać się z jego twórczością i przekonać się, co wciąż tak fascynuje ludzi w jego książkach. W końcu chciałam się przekonać,  jak wypadł „Ocean na końcu drogi”.
Od początku zaczął kojarzyć mi się z „Koraliną”. Magiczny drugi świat, nieco szalone starsze panie, kot (bo tak coś świta mi w głowie, że w tamtej powieści również można się z tym spotkać). To mnie trochę zawiodło, ponieważ oczekiwałam czegoś oryginalnego, wręcz zachwycającego.
Bohaterowie zostali dobrze wykreowani. Kiedy skończyłam czytać, chciałam poznać ich dalszą historię, dowiedzieć się, co  im się jeszcze przydarzy. Główny bohater, choć miał tylko siedem lat, niejednokrotnie wykazywał się niezwykłą dojrzałością. Owszem, wielu spraw nie potrafił zrozumieć, ale był ciekawy świata, wciąż go poznawał i zadawał wiele mądrych pytań. Lettie okazała się bardzo intrygująca, zresztą jak każda z pań Hempstock. Nie zostało wyjaśnione, co ukrywają, kim są… Autor pozostawił pole do popisu dla wyobraźni czytelnika, wskazując równocześnie na niektóre tajemnicze fakty, które mogły w jakiś sposób ukierunkować myślenie.
Bardzo spodobał mi się wątek z Ursulą Monkton, przerażającą opiekunką. Kiedy wkroczyła ona do akcji, w końcu poczułam, że dzieje się coś sensownego i wciągnęłam się w opowieść. Sama zaczęłam się jej bać i nienawidziłam rodziców chłopca za to, że nie wierzą w jego słowa. Przy każdym spotkaniu z Ursulą serce zaczynało mi szybciej bić.
Neil Gaiman posługuje się specyficznym stylem pisania. Poznałam go nawet po tych kilku latach przerwy. Jego powieści są przesiąknięte magią i mrocznymi tajemnicami, tworzą ten niesamowity klimat, jakiego nie da się określić słowami. Aby to zrozumieć, trzeba przeczytać jego powieść. Bardzo polubiłam jego styl oraz język jakim się posługuje. Mam nadzieję, że będzie mi dane spotkać się z nimi jeszcze wiele razy.
Oprawa graficzna książki zasługuje na pochwałę. Twarda okładka przedstawiająca staw będący oceanem, dziewczynka stojąca w pobliżu, a dalej stara farma Hempstocków. Do tego świetna kolorystyka. To wszystko oddaje wspaniały klimat lektury. A zastosowana czcionka jest bardzo przyjemna dla oka i sprawia, że książkę czyta się jeszcze szybciej.
Podsumowując, stwierdzam, że powieść Gaimana w nieznacznym stopniu mnie rozczarowało. Ogólnie jednak oceniam ją pozytywnie. Zaczynając czytać, miałam mieszane uczucia, jednak na koniec poczułam niedosyt, żałowałam, że powieść tak szybko się skończyła. Z pewnością nie zakończyłam swojej przygody z tym autorem, wręcz przeciwnie – jeszcze chętniej sięgnę po inną jego książkę. Polecam „Ocean na końcu drogi” zarówno wszystkim fanom pisarza, jak również i tym, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się jego twórczością.
Moja ocena: 6/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!

poniedziałek, 11 listopada 2013

"Magiczna tajemnica" Agnieszka Łaska

8 komentarzy:

Autor: Agnieszka Łaska
Tytuł: Magiczna tajemnica
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 70

Iskra i Aurora są aniołami. Ich marzenie to zostanie Stróżem jakiegoś człowieka. Żyją w magicznym świecie, który jednak nie jest taki bezpieczny, jak by się mogło wydawać – wciąż trwa w nim walka pomiędzy czarnymi aniołami a białymi. Podczas jednego z ataków dziewczęta zostają zmuszone opuścić swoją krainę i wrócić na Ziemię. Tam, jako Amelia i Anastazja, prowadzą normalne życie – mają rodziny, przyjaciół, chodzą do szkoły. W pewnej chwili królowa powierza im ważne zadanie. Muszą odnaleźć Kamienne Serce, które pomoże aniołom wygrać ze złem. Na drodze napotkają wiele trudności, nie tylko podczas misji, ale też w szkole i domu. Dziewczyny muszą pogodzić ze sobą swoje ludzkie życie oraz żywot anioła. Czy uda im się ocalić magiczną krainę?
Agnieszka Łaska to młoda polska autorka. Ze wstępu wynika, że uczęszcza jeszcze do szkoły, więc jest prawdopodobnie moją rówieśniczką. Zadebiutowała książką „Magiczna tajemnica”, którą mam przyjemność dzisiaj zrecenzować.
Chętnie sięgam po powieści polskich autorów. Zazwyczaj czyta się literaturę zagraniczną, odbiorcy mają przekonanie, że nasi pisarze nie stworzą nic wartego uwagi. Owszem, niektóre dzieła nie powalają na kolana, ale można znaleźć prawdziwe perełki i mile się zaskoczyć. Bo kto, jeżeli nie my, polskie mole książkowe, będziemy czytać książki naszych rodzimych autorów? Jednak „Magiczna tajemnica” to lektura, jakiej lepiej unikać jak ognia, a przynajmniej mi się nie podobała.
Pierwsze, co się rzuca w oczy podczas czytania, to infantylny język, przez co powieść jest skierowana nie do młodzieży, lecz do dzieci. Agnieszka Łaska pisze bardzo chaotycznie, często nie mogłam zrozumieć, o co jej chodzi. W pierwszym akapicie opisywała jedno wydarzenie, a w następnym zupełnie co innego. Brakowało mi zdań złożonych, a powtórzenia aż raziły. Autorka nie zna synonimów słowa „być” czy „anioł”. Irytujące było także to, że Agnieszka Łaska w jednym akapicie opisywała wygląd czy zachowanie wszystkich osób z klasy Amelii i Anastazji. Jak czytelnik ma to zapamiętać?!
Ledwo się połapałam w fabule. Wszystko działo się tak szybko i chaotycznie, że nie zorientowałam się, kiedy dziewczęta były w świecie aniołów, a kiedy w świecie ludzi. Wydarzenia zostały przedstawione bardzo krótko, strona, pół, a nawet mniej. Nie zrozumiałam o co chodzi z Kamiennym Sercem i co bohaterki mają z nim zrobić.
Postaci okazały się bardzo irytujące. Bezosobowe, wszystkie niemal takie same i płytkie jak kałuża. Często nie wiedziałam kto jest kim. Bardzo słabo wykreowani bohaterowie. Czytelnik podczas lektury nie może nawet poznać cech charakteru Amelii i Anastazji. Gdyby nie to, że jedna z nich opowiadała tę historię, cały czas myliłabym je. Ich kłótnie były po prostu żałosne, inaczej nie da się tego określić. Kiedy jedna znalazła sobie chłopaka, druga się na nią obraziła. Bardzo dziecinne postępowanie. Choć miały po trzynaście lat, zachowywały się jak o co najmniej trzy wiosny mniej.
Autorka nie wykazała się też znajomością miejsca, w jakim bohaterki żyły jako ludzkie dziewczyny, a mianowicie chodzi o Los Angeles. Po pierwsze, kto widział, aby w środku takiego miasta były łąki pełne kwiatów, na które miały widok za oknem? Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Po drugie, w USA system edukacji różni się od naszego. Tam nie ma gimnazjum (tamtejszy odpowiednik: lower secondary school) czy liceum (high school) i naukę w poszczególnych szkołach zaczyna się w innym wieku niż u nas.
Okładka nie wyróżnia się niczym spośród tysięcy podobnych. Jest prosta, nie ładna, ale też nie brzydka. Moim zdaniem lepiej by się prezentowała, gdyby miała więcej kolorów, a nie była taka szaro-biała. Aniołek wygląda sztucznie, widać, że słaba grafika komputerowa. W książce nie zauważyłam błędów interpunkcyjnych czy ortograficznych, więc o korekcie nie można napisać złego słowa.
Podsumowując, „Magiczna tajemnica” to powieść, którą należy omijać szerokim łukiem. Nie znalazłam nic, co by mi się podobało w lekturze. Największym plusem jest liczba stron, czyli siedemdziesiąt. Więcej bym nie przeczytała. Agnieszka Łaska powinna popracować nad pisaniem i swoim pomysłem. Mam nadzieję, że nie zrazi się i rozwinie swój język, ponieważ jedno słabe dzieło nie oznacza jeszcze, że ktoś nie ma talentu. Tej książki nie polecam, ale kto wie, co będę mogła napisać o następnej?
Moja ocena: 1/10

Za książkę serdecznie dziękuję portalowi Efantastyka.pl
http://efantastyka.pl/

WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

niedziela, 10 listopada 2013

Zapowiedź: "Dom tajemnic" Chris Columbus, Ned Vizzini

4 komentarze:
Autor: Chris Columbus, Ned Vizzini
Tytuł: Dom tajemnic
Premiera: 7 listopada
Eleanor, Kordelia i Brendan razem z rodzicami przeprowadzają się do wielkiego domu, który należał kiedyś do tajemniczego pisarza, Denvera Kristoffa. Po niezapowiedzianej wizycie jego córki, niepokojącej staruszki, rodzeństwo trafia do groźnego świata, w którym czyhają na nich olbrzymy, piraci, Wichrowa Wiedźma i Król Burz. Jaką tajemnicę kryje historia ich własnej rodziny? Czy rodzeństwu uda się w końcu odnaleźć drogę do domu?

Początek nowej przygodowej serii!





Powieść zapowiada się świetnie. Wydaje mi się, że będzie trochę w klimacie książek pana Baccalario, autora m.in. serii "Ulysses Moore". Może być skierowana głównie do młodszych czytelników, ale ja i tak chętnie ją przeczytam. Jeszcze bardziej zachęca fakt, że sama J.K. Rowling poleca powieść.


Chris Columbus - amerykański reżyser i scenarzysta, twórca m.in. filmów o Harrym Potterze, Pani Doubtfire i Gremlinów.
Ned Vizzini - znany amerykański autor powieści dla młodzieży.








Możecie również pobrać fragment "Domu tajemnic" czytany przez Piotra Fronczewskiego - klik.

Zwiastun książki:

Dla zainteresowanych podaję jeszcze link do wywiadu z autorami - klik.

Zamierzacie przeczytać tę książkę? Jakie macie wrażenia po zapowiedziach?
Pozdrawiam!

sobota, 9 listopada 2013

"MISSja survival" Libba Bray

7 komentarzy:

Autor: Libba Bray
Tytuł: MISSja survival
Tytuł oryginału: Beauty Queens
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Miejsce i rok wydania: Wrocław 2013
Liczba stron: 448

Samolot mający przetransportować nastoletnie miss do miejsca, gdzie ma się odbyć finał konkursu, rozbija się na bezludnej wyspie. Większa część dziewcząt umiera w wyniku tej katastrofy, a przy życiu pozostaje jedynie kilkanaście reprezentantek stanów. Wszystkie są zszokowane i przerażone swoim położeniem; usiłują zrozumieć, co się stało. Dowództwo nad nimi obejmuje Taylor, Miss Teksasu i córka generała. Jest pewna, że organizatorzy już ich poszukują i niebawem nadciągnie pomoc. Dziewczyny starają się odnaleźć innych żyjących ludzi i rzeczy, które przetrwały pożar samolotu. Okazuje się, że niewiele z ich bagażu pozostało, a zapasy jedzenia szybko się kończą. Bohaterki są jednak zdeterminowane i wciąż przygotowują się do finału, dbając o urodę. Jak nastoletnie miss, nazywane przez Taylor Marzycielkami, przetrwają na bezludnej wyspie? Czy przestaną przejmować się wyglądem i zaprzyjaźnią się nawzajem, czy może wciąż będą ze sobą rywalizować?
Libba Bray już od dawna jest jedną z moich ulubionych i najbardziej przeze mnie cenionych pisarek. Swoją przygodę z jej twórczością zaczęłam, czytając znakomitą trylogię „Magiczny krąg”, w której wspaniale został oddany klimat epoki wiktoriańskiej, wprowadzając mnie tym samym do magicznego świata. Prawie rok temu w Polsce została wydana również inna jej powieść „Wróżbiarze”, z którą niestety jeszcze nie miałam okazji się zapoznać. Na „MISSję survival” czaiłam się już od pierwszych zapowiedzi. Byłam pewna, że i tym razem autorka mnie nie zawiedzie.
Konkursy miss piękności to zapewne marzenie wielu małych dziewczynek. Sama kiedyś chętnie wyobrażałam sobie siebie w pięknych, kolorowych sukniach oraz koronie. Teraz zdarza mi się od czasu do czasu obejrzeć program emitujący konkursy piękności dla dzieci. To, co widzę, przeraża mnie. Te małe dziewczynki, a w nielicznych przypadkach nawet chłopcy, są zmuszane przez rodziców do wdzięczenia się przed jurorami, uśmiechania, machania, wykonywania przeróżnych czynności, których zazwyczaj nie mają ochoty robić. „MISSja survival” nie omija również tego tematu i ukazuje, co w przyszłości dzieje się z takimi dziećmi. Ta książka przedstawia życie miss od innej, zdecydowanie gorsze strony, aczkolwiek robi to z poczuciem humoru.
Bohaterki powieści to wachlarz przeróżnych osobowości i charakterów. Z nich wszystkich najbliższa była mi Adina.  Ją polubiłam najbardziej. Najbardziej inteligentna ze wszystkich dziewczyn stara się wytłumaczyć im, że wygląd nie jest najważniejszy i że na wyspie muszą martwić się jedynie o przetrwanie, a nie zajmować się treningiem przed finałem. Do Taylor, przywódczyni Marzycielek, na początku nie mogłam się przekonać. Dopiero po mniej więcej połowie książki – kiedy poznałam jej historię i problemy, z którymi boryka się od długiego czasu – w końcu zrozumiałam jej postępowanie. Wtedy stała się dla mnie jedną z najbardziej interesujących postaci. Każda z dziewczyn przeżywała jakieś trudności, coś ukrywała i z biegiem akcji przechodziła przemianę. Na koniec wszystkie dziewczęta były zupełnie innymi osobami.
„MISSja survival” porusza mnóstwo ważnych tematów. Każda nastolatka to osobny problem. Część z nich to te, o których się nie mówi, ponieważ wywołują one wiele kontrowersji. Jednak Libba Bray odważyła się o nich napisać, co jest, moim zdaniem, warte pochwały. Ktoś przecież musi uświadomić niektóre fakty młodym ludziom. W pewnych momentach ja również byłam zaskoczona tym, co przeżywają dziewczęta.
W powieści nie brakuje humoru. Czytałam ją z radością i nieraz wybuchałam śmiechem. Nawet w opisie poważnych wątków nie brakowało zabawnych komentarzy, które sprawiały, że mogłam przy lekturze odpocząć i odprężyć się. Proszę mi uwierzyć, że po tygodniach stresu ta dawka dobrego humoru okazała się dla mnie błogosławieństwem. Jednak niektóre sytuacje wydawały mi się zbyt nieprawdopodobne i w nielicznych momentach pani Bray nieco przesadziła.
Libba Bray wprowadziła do książki również wywiady z jedną z poprzednich zwyciężczyń konkursu, Ladybird Hope, a także komiczne reklamy produktów Korporacji oraz zabawne ciekawostki o uczestniczkach. Oryginalnie urozmaicało to lekturę i nieraz dawało czas na przemyślenie tego, co wydarzyło się na wyspie.
„MISSja survival” to niesamowicie przyjemna powieść napisana z humorem. Pokazała mi ona, że autorka odnajduje się tylko w fantastyce, lecz tworzy również dobrą literaturę młodzieżową. Nie ogranicza się do jednego gatunku, co wychodzi jej na dobre. Będę bardzo miło wspominać tę książkę i sądzę, że może nawet kiedyś do niej powrócę – tak dla chwili relaksu. Serdecznie polecam.
Moja ocena: 7/10

Recenzja została napisana dla portalu literatura.juventum.pl
 Za egzemplarz książki dziękuję w/w portalowi!