niedziela, 31 marca 2013

Podsumowanie marca

9 komentarzy:
Na szczęście udało mi się dzisiaj napisać podsumowanie. Już myślałam, że nie będę miała kiedy ;) I chciałabym na początku złożyć wszystkim życzenia. Tak więc życzę Wam wesołych świąt, abyście spędzili ten czas z rodziną, odpoczęli i po świętach powrócili do swoich zajęć pełni nowej energii i zapału :)
Ten miesiąc minął szybko, tak jak zresztą wszystkie. Ja się z tego cieszę, bo już wielkimi krokami zbliżają się Targi Książki w Białymstoku :) Nie mogę się ich doczekać i mam nadzieję, że będą duże promocje. Jak na razie udało mi się dotrzymać złożonej sobie obietnicy, że do targów nie kupię żadnej książki. Jest ciężko, ale daję sobie radę ;)

Oto lista przeczytanych przeze mnie książek:
  1. "Agnes Grey" Anne Brontë (232 strony)
  2. "Obsydianowe serce cz. 1" Ju Honisch (452 strony)
  3. "Proroctwo sióstr" Michelle Zink (367 stron)
  4. "Skąpiec" Molier (106 stron)
  5. "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk (381 stron)
  6. "Ever" Alyson Noël (299 stron)
  7. "Niezgodna" Veronica Roth (351 stron)
Liczba stron: 2188
Liczba stron na dzień: około 70
Liczba opublikowanych recenzji książek: 6
Liczba opublikowanych recenzji filmów: 1
Liczba wszystkich wpisów na bloga: 9
Najlepszą książką z przeczytanych w tym miesiącu jest Niezgodna (uwielbiam Czterego!). Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie Proroctwo sióstr.
W tym miesiącu rozpoczęłam współpracę z Wydawnictwem M i bardzo się z tego powodu cieszę. Znalazłam dla siebie sporo ciekawych książek ;)
Udało mi się w tym miesiącu napisać pierwszą recenzję filmu. Dużo się nad nią męczyłam, ale warto było spróbować :)
Już niedługo będzie Intruz w kinach, nie mogę się doczekać! Zwiastun jest świetny (tak wiem, na pewno już to kiedyś mówiłam). Nie czytałam książki, ale zapoznam się z nią dopiero po obejrzeniu ekranizacji. I kupię ją z filmową okładką, która jest śliczna *.* Zostawiam Was z plakatem filmu i zmykam czytać :)
Pozdrawiam!

środa, 27 marca 2013

"Obsydianowe serce" Ju Honisch

9 komentarzy:

Autor: Ju Honisch
Tytuł: Obsydianowe serce cz.1
Tytuł oryginału: Das Obsidianherz
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce i rok wydania: Lublin 2011
Liczba stron: 452

Monachium, stolica Królestwa Bawarii. XIX wiek. Skradziono pewien bardzo ważny i potężny rękopis, który może doprowadzić do zagłady świata. W hotelu Nymphenburg, najlepszym w mieście, zaczyna atakować tajemnicza zjawa, która prawdopodobnie może doprowadzić do skradzionego cennego przedmiotu. Do zajęcia się tą sprawą, został przydzielony zespół składający się z dwóch podporuczników, pułkownika, śpiewaczki operowej oraz mistrza sztuk tajemnych. Wplątana w tą niemiłą sytuację zostaje także pewna młoda dama, Corrisande Jarrencourt, która ma z tym więcej wspólnego, niż by chciała. Razem muszą złapać potwora, zanim będzie za późno…
Juliane Honisch urodziła się w Bawarii, jest absolwentką historii i anglistyki uniwersytetu w Monachium. Pisała już w wieku trzynastu lat, ukrywając swoją powieść spisaną na kartkach. Nad „Obsydianowym sercem” pracowała od 2000 roku. Na początku, w 2008, książka ukazała się w języku angielskim, a później autorka przetłumaczyła ją na niemiecki.
Nigdy nie miałam zamiaru przeczytać tej książki. Nie planowałam tego. „Obsydianowe serce” nigdy tak naprawdę mnie nie zaciekawiło. Jednak kiedy zobaczyłam ją w bibliotece, coś przyciągało mnie do tej powieści. Cały czas się wahałam, chodziłam od półki do półki, aż w końcu pomyślałam, że warto dać jej szansę. Początek nie był interesujący i zmuszałam się momentami do czytania. Bardzo sprzyjającą czytaniu chwilą była jazda autobusem, więc za każdym razem, kiedy wracałam do domu, wyciągałam książkę i czytałam. Postanowiłam sobie, że jeżeli do pięćdziesiątej strony nie zaciekawi mnie choć minimalnie, to dam sobie z nią spokój. Już pierwszego dnia wiedziałam, że będę musiała ją skończyć, bo okazało się, że pomimo tego, iż ciężko się czytało, to byłam ciekawa, co się dalej stanie, jak ta historia się potoczy.
Jak wiadomo, początki bywają trudne. Tak też było w tym przypadku. Wstęp i pierwszy rozdział mnie zanudził, myślałam sobie wtedy: „co ja czytam?!”. Jednak im bardziej zagłębiałam się w treść, tym lepiej odbierałam książkę.
Bardzo polubiłam postać Miss Jarrencourt. To silna kobieta, która pragnie normalnego życia i choć udaje obojętną na niektóre sprawy, tak naprawdę jest wrażliwa i coś wstrząsa nią bardziej, niż mogłoby się wydawać. Skrywa także tajemnice, których część zostaje wyjawiona w pierwszej części.
Zaskoczyło mnie to, że w książce wątku miłosnego prawie nie było widać. Okładka zapowiada „płomienną miłość”, a rzeczywistości tylko od czasu do czasu bohaterowie rozmyślają nad swoimi uczuciami względem innych. W niektórych momentach chciałam, aby tego romansu było trochę więcej, lecz teraz myślę, że tak było lepiej. Można było się bardziej skupić na akcji.
Przez całą powieść bohaterowie szukali tajemniczego rękopisu, ale nawet nie wyjaśniono, co to w ogóle jest. Autorka poinformowała czytelnika tylko o tym, że może on zniszczyć cały świat. Nie brzmi zbyt oryginalnie, prawda? Mam nadzieję, że w drugiej części w końcu dowiem się, dlaczego jest on aż tak ważny, że trzeba ryzykować życie.
Mimo iż lektura okazała się całkiem ciekawa, ciężko mi było przez nią przebrnąć. Niektóre rozdziały uważam za niepotrzebne i zanudzające. Kiedy akcja się rozkręcała i chciało się czytać dalej, to nagle trafiałam na jeden z takich rozdziałów. Miałam ochotę go pominąć, albo odłożyć książkę i do niej nie wracać. Wtedy najczęściej byłam na wpół świadoma tego, co czytam, bardziej zajmowały mnie moje myśli lub to, co się działo wokół.
„Obsydianowe serce” pozytywnie mnie zaskoczyło i chętnie kiedyś przeczytam drugi tom, ale na pewno nie w najbliższym czasie. Bardzo dobrze została przedstawiona epoka, w której działa się akcja. To także mnie urzekło, chyba nawet najbardziej. Okładka jest miła dla oka i wyróżnia się spośród innych. Sądzę, że warto przeczytać tę książkę, ale nie dla każdego może być odpowiednia.
Moja ocena: 6/10
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

piątek, 22 marca 2013

"Miasto Upadłych Aniołów" Cassandra Clare

10 komentarzy:

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto Upadłych Aniołów
Tytuł oryginału: City of Fallen Angels. The Mortal Instruments – Book Four
Wydawnictwo: MAG
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2011
Liczba stron: 436

Bitwa z Valentinem już się skończyła. Nocni Łowcy planują zjednoczyć się z Podziemnymi, zawszeć z nimi sojusz i ustalić nowe prawa. Clary wraca do Nowego Jorku, aby zacząć w końcu trenować jak prawdziwy Nocny Łowca. I może w końcu spotykać się Jacem, nie muszą ukrywać swojej miłości. Simon za to wyszedł z bitwy już nie taki sam, jak wcześniej. Nosi teraz historyczny Pierwszy Znak, który staje się dla niego klątwą. Wszyscy chcą mieć go po swojej stronie, potrzebują przysługi. Na dodatek chłopak zaczyna umawiać się z dwiema pięknymi dziewczynami, które nie wiedzą o sobie, choć się znają. Stąpa po cienkim lodzie, ale nie potrafi się na żadną zdecydować. Może szybko sprawić, że wszyscy wokół go znienawidzą. Ale nikt nie może go skrzywdzić… Jace zaczyna coraz bardziej oddalać się od Clary nie podając nikomu powodów. Dzieje się coś złego, coś co może dostrzec tylko Clary, zanim będzie za późno…
Jeszcze nie tak dawno zachwycałam się serią „Dary Anioła”. Muszę przyznać, że było czym. Ten cykl z pewnością na długo zostanie mi w pamięci i będę go polecać każdej osobie, którą spotkam na swojej drodze. A może raczej powinnam napisać, że to trylogia była taka cudowna. Bo, niestety, kontynuacja okazała się nienajlepszym pomysłem. Może to ja za dużo wymagałam, cały czas chciałam więcej i więcej i żeby było jeszcze lepiej. Za dużo tego dobrego. Pokładałam w tej książce wielkie nadzieje, ale tak samo bardzo mnie rozczarowała. I nigdy nie wybaczę tego Cassandrze Clare, zawsze będę jej to wypominać. Chyba że nadrobi to kolejnymi tomami, ale musiałby być naprawdę… zjawiskowe.
Po pierwsze, pani Clare chciała wprowadzić więcej wątków, bardziej rozbudować postaci drugoplanowe. I przedobrzyła przy tym. Za bardzo wysunęła je na pierwszy plan. Zdecydowanie za dużo Simona! Już wcześniej za nim nie przepadałam, a teraz czuję się jeszcze bardziej zniesmaczona. Bo, przepraszam bardzo, kto miał być głównym bohaterem? Clary, a nie on! Cassandra Clare za bardzo rozbudowała jego wątek, a trochę gorzej potraktowała Clary i Jace’a. I nie tylko o Simona chodzi, ale trochę też o Aleca, Isabelle, Magnusa, Maię, Kyle’a. Zdecydowanie ich za dużo w książce. Nie o to mi chodziło! Chciałam kolejnej wspaniałej powieści, którą mogłabym się zachwycać w nieskończoność, a nie wytykać w nieskończoność błędy i niedociągnięcia.
I kolejne – Jace. Na tej postaci się niesamowicie zawiodłam. Jeszcze parę dni, tygodni temu tak go uwielbiałam, ale teraz… Mam mieszane uczucia. Z silnego, aroganckiego i zabawnego chłopaka przerodził się w słabą osobę, która na każdym kroku się karała i obwiniała o wszystko. Nie mógł się pogodzić z przeszłością, nie umiał z niej powrócić ani żyć w teraźniejszości. Zupełnie jakby to nie był ten sam chłopak. Czasem jego poczynania wydawały się sztuczne i to mnie najbardziej zabolało. Gdybym była Clary, to walnęłabym go pięścią w twarz i krzyknęła, żeby się otrząsnął, bo karząc siebie rani innych. Nie tego się po nim spodziewałam. Nie dość, że za mało go było w książce, to jeszcze zachowywał się jak nie on. Nie można nic innego robić, tylko płakać nad nim. Na szczęście Clary się nie zmieniła i nadal jest silną kobietą, jaką zrobiły z niej przygody z Valentinem. No i jeszcze ten nieszczęsny Simon. Nie wzbudził mojej sympatii w pierwszym tomie i to się chyba nie zmieni. Jego głupota aż czasem razi po oczach, szczególnie w „Mieście Upadłych Aniołów”, gdzie było go najwięcej.
Wydarzenia dziejące się w tej części, choć tajemnicze i intrygujące, to wydawało się, że były lekko naciągane. Oczywiście szanowna autorka nie mogła dać pobyć Clary i Jace’owi razem, jakby mściła się na nich za coś. Lecz pomijając ten fakt, to nadal akcja zaczyna się już na samym początku i cały czas nabiera tempa, aby wybuchnąć we właściwym momencie, kiedy to napięcie sięga zenitu. Na szczęście to się nie zmieniło.
Styl pisania Cassandry Clare nie uległ zmianie, cały czas jest miły i przyjemny w odbiorze, autorka dobrze przekazuje myśli i świetnie opisuje miejsca. Jest to miła odmiana przy niektórych pisarzach, którzy nie potrafią tego robić i nie spieszy im się do ćwiczenia swoich umiejętności.
Skoro już daję upust swojej złości, to muszę ponarzekać na okładkę. Jest po prostu okropna, obrzydliwa i jakby ktoś oceniał powieści po okładce, to nigdy nie zdecydowałby się jej kupić. Szkoda, że wydawnictwo nie zachowało oryginalnych, które są o niebo lepsze. O ile w poprzednich częściach starałam się nie zwracać uwagi na nie, to teraz nie potrafię. Są brzydkie i koniec. Choć żałujcie, że nie widzieliście Czeskich, taką książkę to ja bym się wstydziła mieć na półce. Aż niedobrze mi się robi na samą myśl.
„Miasto Upadłych Aniołów” było dla mnie jak cios prosto w twarz. Wyszłam z tego błogiego i radosnego transu rozmyślania o cyklu, teraz pogrążam się melancholii wywołanej przez czwartą część. Jak piąta będzie taka sama to moja psychika tego nie wytrzyma. Szczerze mówiąc gdybym mogła cofnąć czas, to bym nie pozwoliła sobie zapoznać się z kolejnymi tomami, zakończyłabym na trylogii. Niestety, ciekawość to pierwszy stopień do piekła i tak było w moim przypadku. Nie zniechęcajcie się moją recenzją, podałam tutaj większość wad, ponieważ zalety wymieniłam już w poprzednich częściach. Może troszeczkę wszystko wyolbrzymiłam, ale tak właśnie się czuję. Proszę o zrozumienie i nie powieszenie mnie za karę.
Moja ocena: 8/10

niedziela, 17 marca 2013

Film: Igrzyska śmierci - Gary Ross

12 komentarzy:
Tytuł: Igrzyska śmierci
Reżyseria: Gary Ross
Produkcja: USA
Premiera światowa: 12 marca 2012
Czas trwania: 2 godz. 22 min.
Gatunek: Science-fiction, akcja, thriller

W państwie Panem co roku odbywają się Głodowe Igrzyska. Każdy z dwunastu dystryktów musi wylosować jednego chłopca i dziewczynę w wieku od dwunastu do osiemnastu lat, którzy będą uczestniczyli w tym wydarzeniu. Wygrać może tylko jedno z nich. A żeby wygrać, trzeba zabić. Zabić pozostałych trybutów.
Dwunastoletnia siostra Katniss Everdeen została wylosowana. Dziewczyna bez namysłu zajmuje jej miejsce, choć wie, że na pewno nie wróci już do domu. Drugim trybutem z jej dystryktu jest pewien chłopak, który dawno temu pomógł jej oraz jej rodzinie. A teraz będzie musiała z nim walczyć. Ich poczynania będzie śledziło całe Panem na ekranach telewizorów. Głodowe Igrzyska, choć wszystkich przerażają, są wielkim widowiskiem.
Z wielkim entuzjazmem podchodziłam do tego filmu. Po przeczytaniu fenomenalnej książki, na podstawie której został nakręcony, spodziewałam się równie wspaniałej ekranizacji. Niestety trochę się zawiodłam, nie spełnił moich oczekiwań. Nie dorównuje książce i bardzo się różni, nad czym bardzo ubolewam.
Nie podobało mi się samo przedstawienie Panem, szczególnie Kapitolu. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam i byłam zawiedziona. Szczególnie mnie raziły po oczach przebrania mieszkańców stolicy. Choć w książce pani Collins napisała, że były kolorowe i fantastyczne, to w filmie moim zdaniem już przesadzono. To wyglądało sztucznie i może innym się podobało, ale ja jestem na nie. Te kostiumy mi zupełnie nie pasowały i kiedy pierwszy raz je zobaczyłam, byłam w szoku.
Głodowe Igrzyska nie wzbudziły we mnie tyle emocji, ile w powieści. Nie przeraziła mnie bezwzględność i okrucieństwo Kapitolu. Nie zostały przedstawione tak, aby widz zaczął rozmyślać nad brutalnością świata i niesprawiedliwością. W lekturze mną wstrząsnęły, a w filmie widziałam wszystko tak, jak mieszkańcy Panem, nie wiedziałam, co tak naprawdę dzieje się na arenie. Właśnie zabrakło mi tych rozmyślań Katniss, które tak wzbogaciły książkę, a w ekranizacji nie dało się ich przedstawić. I w filmie trwały niemal tyle samo, ile przygotowania do nich, a powinny być dłuższe i bardziej okrutne.
Sądzę, że aktorzy zostali bardzo dobrze dobrani. Jennifer Lawrence wspaniale sprawdziła się w roli Katniss Everdeen. Potrafiła świetnie odzwierciedlić uczucia swojej bohaterki, wyglądała przy tym bardzo naturalnie. Nie widziałam jej jeszcze w żadnym filmie, ale zamierzam w najbliższym czasie to zmienić, choćby oglądając "Poradnik pozytywnego myślenia" za który dostała Oscara. Liam Hemsworth idealnie pasował do roli Gale'a. Chyba nie widziałam innych ekranizacji, w których występował, ale ten aktor nie jest mi obcy, już wiele o nim słyszałam. Za to Josh Hutcherson, który grał Peetę, zupełnie mi nie pasował. Wyobrażałam go sobie inaczej i moim zdaniem kto inny powinien dostać tę rolę. Widziałam go już w innych filmach, takich jak "Most do Terabithii" oraz "Podróż do wnętrza ziemi" i tam zagrał lepiej.
Muzyka bardzo mi się podobała. Często oglądając nawet nie zwracałam na nią uwagi i nie wiedziałam, że w tle coś leci, ale kiedy odsłuchałam kilka piosenek, to bez problemu je rozpoznałam, od razu kojarzą się z "Igrzyskami śmierci". Tak więc ścieżkę dźwiękową mogę uznać do dobrą.
Ekranizację mojej ukochanej książki mogę ocenić jako dobrą, a nawet bardzo pomimo wszystkich minusów. Ciekawie było zobaczyć ulubionych bohaterów na ekranie telewizora i jeszcze raz przeżyć z nimi przygodę. Chętnie obejrzę drugą część i mam nadzieję, że będzie nawet lepsza. Polecam.
Moja ocena: 8/10


***
To moja pierwsza recenzja filmu, więc pewnie nie jest zbyt udana ;) Mam nadzieję, że będą wychodziły mi coraz lepiej, ale na początku nie można się spodziewać cudu. Na "Piękne istoty" nie zdążyłam iść do kina, więc obejrzę dopiero, kiedy ekranizacja będzie dostępna na płytach DVD ^^ I już wielkimi krokami zbliża się "Intruz" :) Zwiastun jest wspaniały.

piątek, 15 marca 2013

"Córka medium" Alyxandra Harvey

16 komentarzy:

Autor: Alyxandra Harvey
Tytuł: Córka medium
Tytuł oryginału: Haunting Violet
Wydawnictwo: Akapit Press
Miejsce i rok wydania: Łódź 2011
Liczba stron: 320

Matka Violet pracuje jako medium. Fałszywe, rzecz jasna. Bo duchy nie istnieją, prawda? Violet jednak nie jest niczego taka pewna. A przynajmniej nie jest po tym, jak zaczął ją odwiedzać duch pewnej dziewczyny. Chce ona jej coś przekazać, ale córka medium nie jest tym zachwycona i stara się ją ignorować. Przebywa akurat z matką u ważnego klienta, dzięki któremu mogą zdobyć sławę oraz pieniądze, które są w tej chwili ich największym zmartwieniem. Nie są bowiem bogate, a muszą takie udawać. Do tego jeszcze interesuje się nią pewien młody mężczyzna z dobrej rodziny, a matka ma nadzieje na zaręczyny. Violet nie jest jednak pewna swoich uczuć do niego… Czy uda jej się przy tym wszystkim odkryć, czego chce duch?
Alyxandra Harvey mieszka w starym wiktoriańskim domu w Ontario, w Kanadzie. Jest autorką fantastycznych książek dla młodzieży. Jej debiutem była „Księżniczka wampirów”, napisała również kontynuację - „Pojedynki wampirów”, a także inne książki z tej serii oraz „Wykradzioną” i „Córkę medium”, które nie należą do cyklu o wampirach.
Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą autorką, więc nie za bardzo wiedziałam czego się po niej spodziewać. Jak zwykle miałam swoje wyobrażenia i byłam przekonana, że nie będzie to dobra lektura, o ambitnej już nie mówiąc. Myślałam, że będzie to kolejny przeczytany przeze mnie gniot, ale i tak chciałam sięgnąć po tę powieść. Nawet nie wiecie, jak bardzo się myliłam. Po kilku rozdziałach czułam się rozczarowana, ale bardzo mile. Zwykle mój „nos czytelniczy” się nie myli, ale zawsze są jakieś wyjątki.
Pierwszym, co mnie zaskoczyło i zbiło z tropu w książce, był czas akcji. Akcja działa się w epoce wiktoriańskiej, którą ja uwielbiam. Nie wiem, może powinnam się tego spodziewać po opisie z tyłu okładki, ale czytając go nie myślałam logicznie, chciałam tylko wypożyczyć coś z biblioteki. W każdym razie autorka bardzo dobrze ukazała tamten wiek, co jest ogromnym plusem. Podjęła się dość trudnego zadania, a ja jeżeli o to chodzi, to jestem bardzo wymagająca i chcę się poczuć jakbym naprawdę znalazła się na balu czy pikniku w 1872 roku. Na szczęście pani Harvey sprostała moim oczekiwaniom.
Spodobało mi się także ukazanie rzeczywistego życia medium. To, jak przygotowywały się do seansu nie tylko matka i córka, ale także dwaj służący, których miały do dyspozycji. Nigdy za wiele rąk do pracy. Musiały rozlewać perfumy, dolewać do napojów laudanum, kłuć szpilkami obecnych podczas seansu. Wystarczał tylko jeden mały błąd, aby wszystko wyszło na jaw, dlatego trzeba było być idealnie przygotowanym. Bardzo podobał mi się ten pomysł.
„Córka medium” trzyma w napięciu, dzięki czemu nie mogłam odłożyć jej na bok, musiałam się dowiedzieć, co zaraz się stanie. Bałam się o bohaterów, gdyż to wszystko powoli stawało się coraz niebezpieczniejsze. Czy pomogą duchowi? O co w tym wszystkim chodzi? Jak ta dziewczyna umarła? I co najważniejsze, kto jej w tym pomógł? Takie pytania nasuwają się podczas czytania lektury.
Okładka książki bardzo mi się podoba. Ma takie ładnie dopasowane kolory, nie rzucają się w oczy. A lilie tylko dodają jej uroku. Aż miło popatrzeć. Może i woda wygląda sztucznie, ale mniejsza z tym. Są gorsze okładki, więc trzeba cieszyć się jedną nieco ładniejszą.
Z pewnością sięgnę po inne książki Harvey. Mam nadzieję, że będą tak dobre, jak ta. Czekało mnie pozytywne zaskoczenie i chciałabym, żeby było takich więcej. Wątek miłosny nie wysuwa się na pierwszy plan, za co też trzeba pochwalić. Raczej nie ma w tej książce nic takiego, co trzeba zmienić, jest dobra taka, jaka jest. Nie rzuciły mi się w oczy żadne ważniejsze wady, odbyło się bez zgrzytów. Nie powrócę do tej książki, bo nie ma po co, ale będę przyjemnie ją wspominać. Uważam, że innym także może się spodobać.
Moja ocena: 8/10
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

sobota, 9 marca 2013

"Agnes Grey" Anne Brontë

3 komentarze:

Autor: Anne Brontë
Tytuł: Agnes Grey
Tytuł oryginału: Agnes Grey
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 232

Kiedy sytuacja finansowa rodziny pewnej młodej dziewczyny o imieniu Agnes Grey pogarsza się, zamierza ona wspomóc rodziców i rozpocząć pracę jako guwernantka. Początkowo nie chcą oni pozwolić na to, by ich młodsza córka musiała pomagać zarabiać na utrzymanie rodziny, jednak kiedy ponawia prośbę, otrzymuje w końcu zgodę. Agnes przepełnia szczęście i nadzieja na to, że praca okaże się przyjemnym zajęciem. Niestety okazuje się, że z dziećmi nie da się zaprzyjaźnić, a była pewna, że jej się to uda. Jej uczniowie dręczą małe zwierzątka i znęcają się nad swoją nauczycielką. Na domiar złego ich rodzice są święcie przekonani, że dzieci nigdy by ich nie okłamały i że to guwernantka nie potrafi się nimi dobrze zająć. Wkrótce Agnes znajduje nową posadę, daleko od swojego rodzinnego domu i ma już starszych uczniów. Czy tym razem panna Grey zazna upragnionego szczęścia? Czy może znajdzie swoją miłość?
Anne Brontë urodziła się w Thornton 17 stycznia 1820 roku. Od wczesnej młodości pisała wraz z siostrami Charlotte i Emily wiersze oraz opowiadania. Swoje dzieła publikowała pod pseudonimem Acton Bell. Wydała dwie powieści, „Agnes Grey” oraz „Lokatorka Wildfell Hall”.
Sięgając po tę powieść strasznie się bałam. Czego? Rozczarowania. Tego, że okaże się, iż nie była to tak dobra książka, jak wszyscy uważają, że nie będę umiała docenić tego dzieła. Na szczęście bardzo szybko przekonałam się, że nie było powodów do obaw. „Agnes Grey” nie była ciężką w odbiorze powieścią, od samego początku z łatwością i bez żadnych przeszkód mogłam zagłębić się w lekturę. Niemal od razu trafiłam do wiktoriańskiej Anglii, którą tak uwielbiam, na plebanię, w której mieszkała Agnes. Razem z członkami jej rodziny martwiłam się sytuacją finansową, zdrowiem ojca i miałam ogromne nadzieje, że główna bohaterka nie zawiedzie się swoją pracą.
Uwielbiam tamte czasy, XIX wiek i z wielką przyjemnością zapoznawałam się z regułami i zasadami obowiązującymi wtedy. Mogłam zobaczyć jak okropnie traktowane były guwernantki, ludzie nie mieli do nich szacunku, były upokarzane i tak naprawdę jedynymi ich towarzyszami byli uczniowie, którzy też nie zawsze traktowali je tak, jak należy.
Historie niektórych postaci naprawdę mnie wzruszyły. Choć z pozoru wydawały się szczęśliwe, tak naprawdę w głębi serca czuły się samotne i smutne. Za to niektórzy bohaterowie mieli dosłownie kamienne serce i nie zwracali uwagi na innych. Zajmowali się tylko sobą, interesowało ich tylko to, czy będą mogli dobrze i godnie żyć. Na największą uwagę z pewnością zasługuje Agnes. To do niej czytelnik najbardziej się przywiązuje i zastanawia się nad jej losami. To bardzo mądra kobieta, dla której najważniejsza jest rodzina, nikt inny bardziej się nie liczył.
Po skończeniu lektury miałam ochotę na więcej. Chciałam poznać dalsze losy głównej bohaterki, wiem, że Anne Brontë mogłaby to dalej rozwinąć i dalej opowiedzieć historię, lecz zakończyła w dobrym momencie, napisała to, co najważniejsze. Mimo wszystko chce się czytać więcej i więcej.
Anne opisywała wszystko barwnie i dokładnie, ale nie zanudzała czytelnika przy tym. Chętnie zasiadałam z książką w dłoni i rozkoszowałam się opowieścią. Uwielbiałam wszelkie opisy przyrody, dzięki nim czułam się tak, jakbym razem z panną Grey spacerowała po ogrodach czy łąkach.
Swoje pierwsze spotkanie z jedną z sióstr Brontë uważam za jak najbardziej udane. Będę od teraz z ogromną chęcią sięgać po jej, ale także jej sióstr dzieła. Mam nadzieję, że okażą się tak dobre, jak „Agnes Grey”, a nawet lepsze.
Moja ocena: 8/10

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG

środa, 6 marca 2013

"Szeptem" Becca Fitzpatrick

18 komentarzy:

Autor: Becca Fitzpatrick
Tytuł: Szeptem
Tytuł oryginału: Hush, Hush
Wydawnictwo: Otwarte
Miejsce i rok wydania: Kraków 2010
Liczba stron: 328

Nora wiedzie normalne i spokojne życie, aż do dnia, kiedy nauczyciel biologii nakazuje zmianę miejsc. Zamiast siedzieć z najlepszą przyjaciółką, musi pracować w parze z tajemniczym i irytującym Patchem. Wydaje jej się, że on cały czas ją śledzi, a kiedy ze sobą rozmawiają, prowokuje ją, udaje, że wie o niej wszystko, na co ona się wścieka. Zaczyna także wzbudzać w niej fascynację, pociągać ją. Nora odczuwa coraz bardziej sprzeczne emocje. Patch coś ukrywa. Nie chce jej zdradzić co, ale ona zaczyna prowadzić własne śledztwo, które naprowadza ją na dziwne i niepokojące ślady. Jaką przeszłość skrywa Patch? Czy to ma związek z Norą? Dlaczego cały czas wydaje jej się, że ktoś ją śledzi?
Becca Fitzpatrick mieszka w Kolorado, jako jedyna dziewczyna w domu pełnym chłopaków. W wolnym czasie uprawia jogging, kupuje buty i ogląda seriale kryminalne. W 2009 roku debiutowała książką „Szeptem”, która szybko stała się bestsellerem. Obecnie, po skończeniu serii o Patchu i Norze, zajmuje się pisaniem nowej powieści – „Black Ice”.
Cykl, który zapoczątkowało „Szeptem”, do dawna mnie interesował, jednak nigdy nie czułam wielkiej potrzeby przeczytania tej książki. Dostałam ją już bardzo dawno, bo prawie rok temu, ale dopiero pod koniec grudnia znalazłam czas na zapoznanie się z treścią książki, którą dużo osób tak poleca. Nigdy nie czytałam powieści, gdzie anioły we własnej osobie odgrywają tak znaczącą rolę. A przynajmniej sobie tego nie przypominam. Lecz muszę przyznać, że jestem zadowolona z tego, że w końcu po taką lekturę sięgnęłam.
„Szeptem” od samego początku jest tajemnicze i czytelnik cały czas czuje niepewność. Kiedy uważa, że rozwiązał już zagadkę, chwilę później znowu zaczyna mieć wątpliwości. Nie wiadomo, co tak naprawdę się dzieje, czy to Nora coś sobie wymyśliła, czy ktoś próbuje ją skrzywdzić. Autorka często trzyma  w napięciu i nie wiadomo, czy bohaterowie przeżyją, ani jak to wszystko się skończy.
„Powiedz jeszcze raz: „prowokujesz”. Prowokująco układasz przy tym usta”
Patch jest najbardziej intrygującą postacią w całej książce. Cały czas jest owiany tajemnicą, nie jest zdradzane zbyt wiele na jego temat. Czułam do niego to, co w danym momencie Nora. Kiedy się wściekała, ja także byłam zła, na początku strasznie mnie irytował, ale później coraz bardziej go lubiłam, zaczęła mnie interesować jego przeszłość. Nora także wzbudziła we mnie sympatię, choć na początku wydawała się słabą dziewczyną, ale z każdym rozdziałem stawała się silniejsza i odważniejsza. Zmieniała się właśnie przez Patcha, to on wzbudził w niej zainteresowanie i sprawił, że często znajdywała się w niebezpiecznych sytuacjach. Irytowała mnie trochę przyjaciółka głównej bohaterki, Vee. Cały czas była beztroska, nie zauważała, a może nie chciała zauważać realnego niebezpieczeństwa.
Pani Fitzpatrick posługuje się lekkim, młodzieżowym językiem, który idealnie oddaje emocje głównej bohaterki i świetnie działa na wyobraźnię. Z łatwością mogłam sobie wyobrazić miejsca przez nią opisywane. Potrafiła wywoływać chwile grozy i tajemniczości.
W książce cały czas coś się dzieje, autorka nie dawała chwili na złapanie oddechu, dosłownie zmuszała do dalszego czytania i nie można przerwać, dopóki się nie skończy. Nie brakowało jej pomysłów, cały czas zaskakiwała różnymi wydarzeniami. A zakończenie wyśmienite.
„Szeptem” to bardzo ciekawa i wciągająca książka. Można opisać ją wieloma słowami, ale wystarczy jedno, jak najbardziej trafne – tajemnicza. Bardzo chętnie zapoznam się z kolejnymi tomami i liczę na to, że będą tak dobre, jak pierwszy. Pozostało wiele niedomówień, Becca Fitzpatrick nie do końca rozwinęła wątki aniołów, które okazały się szalenie interesujące. Z pewnością jest to lektura warta uwagi.
Moja ocena: 9/10

niedziela, 3 marca 2013

"Igrzyska śmierci" Suzanne Collins

20 komentarzy:

Autor: Suzanne Collins
Tytuł: Igrzyska śmierci
Tytuł oryginału: The Hunger Games
Wydawnictwo: Media Rodzina
Miejsce i rok wydania: Poznań 2009
Liczba stron: 351

Na miejscu Ameryki Północnej powstało państwo Panem. Składa się z dwunastu, niegdyś trzynastu dystryktów otaczających Kapitol. Wiele lat temu wybuchło powstanie, dystrykty chciały walczyć z władzami. Jednak skutki okazały się tragiczne – Trzynasty Dystrykt został doszczętnie zniszczony, zmieciony z powierzchni ziemi. Na pamiątkę powstania, władze postanowiły co roku organizować Głodowe Igrzyska. Każdy dystrykt musi wylosować spośród mieszkańców chłopca i dziewczynę w wieku od dwunastu do osiemnastu lat. Dwudziestu czterech zawodników musi stoczyć ze sobą walkę na arenie, a wygrać może tylko jeden… Przegrana oznacza śmierć, wygrana – życie.
Siostra Katniss Everdeen, Prim, została wylosowana podczas dożynek. Nie może ona jednak pozwolić, aby dwunastoletnia siostra zginęła na arenie i postanawia zająć jej miejsce. Musi opuścić rodzinę, która bez niej może sobie nie poradzić…
Suzanne Collins mieszka wraz z mężem, dwójką dzieci i trzema kotami w Newton, w Connecticut. Jest amerykańską pisarką i scenarzystką telewizyjną. Zanim napisała znaną na całym świecie trylogię „Igrzyska śmierci”, zasłynęła serią o chłopcu Gregorze, który odkrywa nikomu nieznane obszary.
„Igrzysk śmierci” kupiłam już dawno. Jednak z powodu braku czasu nie sięgałam po lekturę, choć cały czas o niej pamiętałam. W końcu postanowiłam wziąć się w garść i zaplanowałam czytanie na ferie. Teraz żałuję, że wcześniej tego nie zrobiłam! Tak, recenzja będzie pełna zachwytów nad książką, ale kto czytał, mam nadzieję, że zrozumie. Inaczej się nie da.
„Ale ja sobie tego nie życzę! Oni już odbierają mi przyszłość! Nie pozwolę, aby ukradli mi to, co liczyło się dla mnie w przeszłości.”
Sam pomysł na fabułę mnie zachwycił. Głodowe Igrzyska – brzmi intrygująco, nieprawdaż? Choć od samego początku wiedziałam kto wygra (poprzez opisy i recenzje kolejnych części), wcale mi to nie przeszkadzało. I tak wspaniale się czytało, a ważne jest też to, co się działo na igrzyskach. Nie wiem, jak można być tak okrutnym, aby coś takiego zorganizować. Wszystko filmowano, a mieszkańcy Panem mieli obowiązek oglądać w telewizji to, co się działo na arenie. Kiedy przez kilka dni nikt nie ginął, organizatorzy sami zmuszali uczestników do walki i zapewniali widzom atrakcje. Przed samymi igrzyskami przeprowadzano staranne przygotowania – prezentacja uczestników, wywiady, strojenie w nieprawdopodobne ubrania. Uważali to za rozrywkę.
„Panie i panowie, Siedemdziesiąte Czwarte Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!”
Autorka ma cudowny styl, dokładnie taki, jaki najbardziej lubię. Posługuje się obrazowym i bogatym językiem, doskonale potrafi przelać myśli na papier. Wszystko dokładnie tłumaczyła czytelnikowi, aby zrozumiał, ale nie nużyła przy tym. Moje oczy tylko biegały nad literami, a ja już nie byłam w swoim domu, tylko w Panem. Mogłam sobie wszystko idealnie wyobrazić. To niebywała uczta dla wyobraźni!
Katniss wykazała się ogromną odwagą i inteligencją, ale nie brakuje jej także wad, które sprawiają, że postać staje się rzeczywista. Niemal od razu ją pokochałam i zawszę będę podziwiać. Peeta także w błyskawicznym tempie skradł moje serce. To taki silny i mądry, ale wrażliwy chłopak. Już od historii z chlebem widać jego dobre serce.
„To wielkie widowisko. Jak cię widzą, tak cię piszą. Gdy twoja prezentacja dobiegła końca, mogłem powiedzieć, że w najlepszym przypadku wypadłaś sympatycznie, choć i to tak graniczy z cudem. Teraz bez wahania powiem, że potrafisz przebojem zdobywać męskie serca.”
Jest to powieść, o której trzeba myśleć. Chyba nigdy się od niej nie uwolnię, a moje myśli tym bardziej! Podczas czytania o niej myślałam, a także w chwilach, na które musiałam odłożyć powieść. Po skończeniu także. Mam ochotę znów porwać książkę z półki i zaczytać się do szaleństwa. I nigdy nie przestać. Choć skończyłam ją zaledwie wczoraj, chcę do niej powrócić. Specjalnie nakazałam sobie dawkować lekturę, aby zbyt szybko się z nią nie żegnać. Lecz trzy dni to zdecydowanie za mało!
„Pamiętam wszystko, co wiąże się z tobą.”
Kocham „Igrzyska śmierci” całym swoim sercem i nigdy moja miłość się nie skończy. Kocham tę książkę do szaleństwa. Mam ochotę płakać nad nią, że się zakończyła. Że była taka krótka. Że czekają mnie jeszcze tylko dwie części. To zdecydowanie za mało. Można by o tym pisać w nieskończoność, ale autorka znała umiar.
„Tyle czasu robiłam wszystko, żeby nie lekceważyć wrogów, że w końcu zapomniałam, iż równie niebezpieczne jest ich przecenianie.”
Ta książka mnie poruszyła i wstrząsnęła mną do głębi. Jak pisze z tyłu okładki, jest to powieść dla dojrzałych ludzi, którzy potrafią zrozumieć, że okrucieństwo było, jest i zawsze będzie. Sądzę, że już nigdy nie będę myśleć tak samo, jak przed lekturą „Igrzysk śmierci”. To piękna książka o cierpieniu, śmierci i miłości.
„Do dziś wyczuwam związek między Peetą Mellarkiem, chlebem, który dał mi nadzieję, a kwitnącym mniszkiem, źródłem wiary w to, że nie jestem skazana na śmierć.”
Chcę przeczytać kolejne tomy. Muszę. Mam ochotę rzucić wszystko i pobiec do pierwszej księgarni i zaopatrzyć się w „W pierścieniu ognia” oraz „Kosogłos”. Obiecałam sobie, że do kwietnia nie kupię już żadnej książki bez powodu, ale chyba nie wytrzymam. Poza tym, powód jest. Bo umrę z ciekawości i niecierpliwości.
Choć wiedziałam, kto wygra, jak już wcześniej wspomniałam, to i tak nie wiedziałam, co może dalej spotkać bohaterów. Cały czas miałam poczucie, że jednak ten ktoś może umrzeć. Pani Collins potrafi trzymać czytelnika w napięciu przez całą powieść. Trzeba pogratulować talentu.
„Oto rada. Nie dajcie się zabić.”
„Igrzyska śmierci” powinny być lekturą obowiązkową dla większości ludzi. Może część z nich nauczyłaby się czegoś z tej książki. Nie można jej traktować jako zwykłą rozrywkę, trzeba wiedzieć, że ukazuje prawdę o świecie i życiu. Ten, kto nie przeczytał jeszcze tej powieści, niech szybko to nadrobi. Warto. Jest to cudowna, fantastyczna, obłędna książka. Po prostu piękna.
„Igrzyska śmierci” to książka poza skalą, nie potrafię jej ocenić, bo 10/10 to zdecydowanie za mało.
WYZWANIE: CZYTAM FANTASTYKĘ

sobota, 2 marca 2013

Zapowiedzi - marzec 2013

13 komentarzy:
Autor: Lauren Oliver
Tytuł: Requiem
20.03.2013
Ostatni tom bestsellerowej trylogii [delirium] już w sprzedaży!
Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe śledzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.
W tym samym czasie Hana prowadzi bezpieczne, pozbawione miłości życie u boku narzeczonego – nowego burmistrza Portland. Wkrótce drogi dziewczyn znów się zejdą, a ich spotkanie doprowadzi do bolesnej konfrontacji.
Czy można wybaczyć zdradę? Czy mury wreszcie runą?

Trylogia Lauren Oliver odniosła ogromny sukces na największych rynkach wydawniczych. Pierwszy tom „Delirium” został okrzyknięty książką młodzieżową roku 2011 przez Amazon.com i Kirkus Review, „Pandemonium” zadebiutowało w pierwszej piątce książkowego rankingu dziennika „The New York Times”. Książkę sprzedano w 150 000 egz., z czego 8000 egz. w przedsprzedaży.
Prawa do trylogii sprzedano do 28 krajów, właśnie ruszyła produkcja pilota serialu TV inspirowanego sagą.
Autor: Liz Braswell
Tytuł: Dziewięć żyć Chloe King. Upadła
20.03.2013
„Upadła” to pierwsza część znanej na całym świecie trylogii.

Książka została wydana w kilku krajach i szybko stała się bestselerem.

Na podstawie książki powstał serial o tym samym tytule, który cieszy się w Polsce bardzo dużym powodzeniem.

„Upadła” to pełna przygód i niespodzianek historia dziewczyny, która musi walczyć o życie po tym, jak odkrywa, że jest nadludzko zwinna.

Chloe King to normalna nastolatka – chodzi do szkoły, interesuje się chłopcami, kłóci się z mamą. Do czasu. W dniu swoich 16-tych urodzin dziewczyna orientuje się, że ma bardzo szczególne zdolności…

Zrobi wszystko, by odkryć prawdę. Musi się spieszyć, bo jej prześladowca cały czas czai się w cieniu, żeby znów ją zabić.

Chloe ma dziewięć żyć, ale czy to wystarczy…?

Przechylił jej głowę i zamknął jej oczy.

Następnie wytarł malutkie srebrne ostrze w chusteczkę, przykucnął koło swojej ofiary i czekał. Kiedy się ocknie, zabije ją ponownie.
Autor: James Patterson
Tytuł: Eksperyment "Anioł"
20.03.2013
Pierwszy raz to robię, więc zacznę od razu, a ty staraj się nadążyć. No. Więc jestem Max. Mam czternaście lat. Mieszkam z rodziną, czyli z pięciorgiem dzieci, niespokrewnionych ze mną, ale to i tak moja rodzina. Jesteśmy, powiedzmy, że wyjątkowi. Nie odwaliło mi na własny temat, ale gwarantuję, że nigdy, nigdy nie spotkaliście kogoś takiego, jak my. Cała szóstka – ja, Kieł, Iggy, Kuks, Gazownik i Angela – zostaliśmy stworzeni przez tak pokręconych, chorych „naukowców”, że sobie nie wyobrażacie. Stworzyli nas w ramach eksperymentu. Eksperymentu, w wyniku którego jesteśmy ludźmi tylko w dziewięćdziesięciu ośmiu procentach. Te dwa pozostałe robią różnicę, wierzcie mi.
Ta historia mogłaby opowiadać o tobie – albo o twoich dzieciach. Jak nie dziś, to wkrótce. Więc bardzo, bardzo proszę, potraktuj ją serio. Opowiadając ją, ryzykuję wszystkim, co się dla mnie liczy – ale musisz się o tym dowiedzieć.
Czytaj dalej – nie pozwól im sobie przerwać. Witaj w naszym koszmarze.
Autor: Blue Jeans
Tytuł: Ucisz mnie pocałunkiem
6.03.2013
Trzeci tom bestsellerowej hiszpańskiej serii dla nastolatek, która podbiła serca również polskich czytelniczek. Czas mija, a życie przynosi nowe wyzwania, nowe doświadczenia, nowych przyjaciół... Paula będzie musiała podjąć kilka ważnych decyzji, z których żadna nie będzie łatwa - czy związek na odległość w ogóle ma sens?
Autor: Jennifer Echols
Tytuł: Uratuj mnie
13.03.2013
Zoey chciałaby zapomnieć. O tym, że jej ojciec spotyka się z dwudziestoczterolatką. O tym, że jej matka przeżyła załamanie. O tym, że szkolny outsider, Doug, nie daje jej spokoju. Życie Zoey jest kompletnym chaosem i dziewczyna radzi sobie z nim w jedyny sposób, jaki zna – jest idealna. Doskonała córka, doskonała uczennica, doskonała dziewczyna doskonałego Brandona. Do czasu. Pewnej nocy Zoey cudem uchodzi z życiem z wypadku. Kiedy budzi się w szpitalu, nie pamięta niczego z minionego wieczoru – wie tylko, że coś poszło bardzo, bardzo nie tak...
Autor: Jennifer Bosworth
Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny
7.03.2013
Mia Price to dziewczyna,którą kochają pioruny.
Los Angeles jest jednym z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi niszczy miasto.
Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie potrafią się oprzeć.
Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych proroctw...
Tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej elektryzujący niż uderzenie pioruna…
Autor: Stephanie Perkins
Tytuł: Anna i pocałunek w Paryżu
5.03.2013
Każda siedemnastolatka byłaby wniebowzięta, gdyby ojciec postanowił wysłać ją na rok do Paryża. Ale Anna jest szczęśliwa w Atlancie – ma fajne liceum, najlepszą przyjaciółkę i chłopaka… no prawie. Więc nie skacze do góry z zachwytu. Paryż wcale jej się nie podoba – dopóki w nowej szkole nie pozna Eti enne’a. Eti enne jest superparyski, megaprzystojny i ma wszystko – niestety, z dziewczyną włącznie. Ale przecież w Paryżu każde marzenie może się spełnić. Czy najbardziej romantyczny rok w najbardziej romantycznym mieście świata zakończy się tak wyczekiwanym przez Annę najbardziej romantycznym pocałunkiem?
Autor: Anonim
Tytuł: Pamiętniki wampirów. Księga 7 i ostatnia: Moc przeznaczenia
5.03.2013
Dwa wampiry. Dwaj nienawidzący się bracia. I piękna dziewczyna, której obaj pragną.
Teraz będzie musiała wybrać ostatecznie, z którym z nich chce zostać na wieczność.
Elena: uciekła z Mrocznego Wymiaru, pokonała fantomy, teraz jednak musi dokonać najtrudniejszego wyboru.
Stefano: wciąż nie może uwierzyć, że znów jest z ukochaną.
Damon: odrzucony i zraniony przez Elenę staje się coraz bardziej posępny… i coraz bardziej nieobliczalny.
Lecz Elena nie zdecydowała jeszcze, do kogo należy jej serce. Rozdarta między pragnieniem, by ocalić duszę Damona i pozostać wierną Stefano, wie, że żeby pokonać zło, które może zniszczyć ich troje, będzie musiała poświęcić jedną z miłości jej wiecznego życia...
Już wiem, że większość tych książkę będę musiała kupić i przeczytać. Koniecznie. Niestety, jak już wspominałam mam odwyk i nie mogę robić zakupów książkowych :) Cały czas się zastanawiam, czy wytrzymam do tych Targów, bo jest teraz tyle promocji! Choćby w Selkarze na Dzień Kobiet. Nie mogę już nawet zaglądać na tę stronę ^.^
"Dziewięć żyć Chloe King" jest numerem 1 na mojej liście. "Requiem" też muszę zakupić, mam już poprzednie części. "Uratuj mnie" oraz "Anna i pocałunek w Paryżu" także brzmią ciekawie. I jeszcze "Dziewczyna, którą kochały pioruny" dołącza do listy książek do przeczytania :)
Pozdrawiam!