poniedziałek, 27 lipca 2015

Co ostatnio przeczytałam...

4 komentarze:
Stęskniłam się za pisaniem. Naprawdę :) Ale nie mam weny na pisanie recenzji, tak dawno tego nie robiłam, że nie wiem, czy jeszcze pamiętam, jak się to robi :D Ale już od jakiegoś czasu czuję potrzebę wygadania się o tym, co ostatnio przeczytałam. Stąd pomysł na posta :) Przedstawiam kilka minirecenzji książek, które ostatnio przeczytałam i o których mam coś do powiedzenia :)


8/10
"Joyland" Stephen King, Prószyński i S-ka, 336 stron
To była moja pierwsza książka mistrza grozy :) Oczekiwałam od niej naprawdę wiele i muszę przyznać, że się nie zawiodłam :) Daje do myślenia i na pewno nie można nazwać jej mrożącym krew w żyłach horrorem, bo nie to miał na celu King. Momentami trzyma w napięciu, ale tak jak kryminał. Nie polecam, jeśli ktoś sięgając po nią pragnie trochę wrażeń i strachu, bo może się mocno zawieść. To bardzo dojrzała książka, o dorastaniu, życiu i śmierci. Uznałam, że będzie idealna na pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem i uważam, że rzeczywiście tak było :) Następną w kolejce jest "Misery" i liczę na to, że już przy tej trochę najem się strachu :D






8/10
"Ostatnia spowiedź. Tom I" Nina Reichter, Novae Res, 386 stron
Długo się do niej zabierałam, a kiedy w końcu zaczęłam ją czytać, na początku mnie nie zachwyciła. Ciężko mi się ją czytało i nie potrafiłam polubić głównych bohaterów. A miałam spore oczekiwania, bo był czas, kiedy na co drugim blogu zachwycano się tą trylogią :) Na szczęście w pewnym momencie coś się zmieniło, powieść zaczęła mnie coraz bardziej wciągać, zżyłam się z bohaterami, niestety zabrakło u mnie elementu zaskoczenia na koniec, bo kiedyś przez przypadek dowiedziałam się, jak się kończy pierwszy tom... Mimo wszystko powieść odebrałam bardzo pozytywnie i czekam na to, aż druga część wpadnie w moje ręce. (Ma ktoś ją może na wymianę? ;)) Ta historia uświadomiła mi jak ciężkie i pełne wyrzeczeń jest życie sławnej osoby. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej, niż każdy sobie wyobraża. To, co mnie najbardziej urzekło w tej książce to jej prawdziwość, naturalność. Przedstawia życie wbrew pozorom zwykłych ludzi, ważne życiowe decyzje, które każdy z nas musi kiedyś podjąć.
9/10
"Krucha jak lód" Jodi Picoult, Prószyński i S-ka, 616 stron
To już moja druga powieść Jodi Picoult. Pierwsza, "Bez mojej zgody" bardzo mi się podobała i już wtedy polubiłam pisarkę za jej styl pisania. Jednak to "Krucha jak lód" mnie rozwaliła, oczarowała i zachwyciła zarazem. O dziwo, jej tematyka bardziej trafiła do mojego serca niż jej poprzedniczka. Bardzo zżyłam się z rodziną O'Keefe i ciężko było mi się z nią rozstać. Czytałam tę książkę całymi dniami i ciężko było mnie od niej oderwać. Porusza naprawdę ważne tematy i każe czytelnikowi zastanowić się nad pewnymi aspektami życia. Mogę śmiało stwierdzić, że to właśnie po "Kruchej jak lód" pokochałam panią Picoult. Ta powieść to mistrzostwo, ale... No właśnie, jest jedno ale przez której nie dostała ode mnie najwyższej noty. Zauważyłam, że jej schemat był bardzo podobny do poprzedniej książki autorki. Dodatkowo wydawało mi się, że Amelia i Anna (bohaterka "Bez mojej zgody") to prawie te same osoby, miały bardzo podobny charakter. To mnie lekko zawiodło. Jednak wciąż mam taką cichutką nadzieję, że to tylko przypadek lub moje wymysły ;)


11/10
"Papierowe miasta", John Green, Bukowy las, 400 stron
Pamiętacie jak rok temu zachwycałam się "Gwiazd naszych winą"? Zapomnijcie. Teraz to "Papierowe miasta" zawładnęły moim sercem i umysłem ;) Oczywiście nie kwestionuję geniuszu GNW, ale John Green pokazał mi, że jedną swoją książką może zmienić moje życie. A co dopiero dwoma :) Ta powieść wciągnęła mnie tak, że byłam gotowa rzucić wszystko, aby móc ją ciągle czytać. W kółko i kółko :) Niesamowicie podobały mi się przemyślenia głównego bohatera, zapamiętałam szczególnie jeden cytat: "Margo nie była cudem..." - pewnie sami wiecie o co chodzi ;) Sama Margo była jedną wielką tajemnicą i wciąż nią dla mnie pozostaje. To jedna z najlepszych postaci, z jakimi miałam do czynienia. Już odliczam dni do filmu, w którym w jej rolę wciela się cudowna Cara Delevingne. A tak się składa, że tego samego dnia, kiedy jest polska premiera, ja obchodzę swoje 17 urodziny :) To będzie cudowny dzień, już to wiem.

Na dziś to jest wszystko, ale myślę, że możecie się spodziewać kolejnej części minirecenzji, bo dobrze jest móc się wygadać, kiedy nie mam siły na napisanie czegoś większego i poważniejszego :)